Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Najwyższa Izba Kontroli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Najwyższa Izba Kontroli. Pokaż wszystkie posty

Afera za aferą - tym razzem minister Miedziński

      Przez łamy prasy opozycyjnej przeszła fala oskarżeń, spekulacji i drwin związana z „aferą Ministra Miedzińskiego”. Ministerstwo Poczt i Telegrafów, na czele którego to resortu stał od stycznia 1927 do kwietnia 1929 Bogusław Miedziński (tzw. IV Rząd Kazimierza Bartla), ogłosiło, że pogłoski o wydaniu niezgodnie z przepisami budżetowymi kilkudziesięciu tysięcy złotych na prywatne cele Pana Ministra są nieprawdziwe. Jak się okazało, Najwyższa Izba Kontroli ostatecznie zakwestionowała prawidłowość rozdysponowania w ten sposób „jedynie” 15 225 złotych. Informowało o tych faktach dementi Ministerstwa datowane na 16 lipca 1929 roku.
      Przypomnieć należy, że 13 kwietnia 1929 roku dymisja IV Rządu Bartla spowodowana została ujawnieniem przekrętów budżetowych Pana Ministra Gabriela Czechowicza.

Bogusław Miedziński

59 Posiedzenie Sejmu w sprawie Ministra Czechowicza II część

Środa, 20 marca

Druga część wystąpienia posła Hermana Liebermana na 59 Posiedzeniu Sejmu w dniu 20 marca 1929 r. Poseł wnioskuje o postawienie Ministra Gabriela Czechowicza przed Trybunałem Stanu.


      Potem zabrał głos kolega Kazimierz CZAPIŃSKI (Związek Parlamentarny Polskich Socjalistów) w imieniu całej lewicy i oświadczył, że: „Przyjmujemy do wiadomości oświadczenie pana Premiera, że w czasie możliwie najkrótszym zwróci się do Sejmu o kredyty dodatkowe na pokrycie przekroczeń itd. Oświadczamy, że godzimy się na proponowany przez Komisję Budżetową wniosek i podkreślamy z naciskiem konieczność złożenia Sejmowi ustawy o kredytach dodatkowych do budżetu za rok 1927/28 najpóźniej do dnia ukończenia drugiego czytania preliminarza budżetowego na rok 1929/30. Nieprzedstawienie przez Rząd projektu tej ustawy w terminie wskazanym zmusiłoby nas do wyciągnięcia najdalej idącej konsekwencji”.
      Po tym oświadczeniu Rząd również milczał i nie wniósł protestu ani przeciw komentarzowi do uchwały Komisji Budżetowej, ani przeciw samej uchwale, która ustalała, że pan Premier oświadczył gotowość przedłożenia ustawy w jak najszybszym czasie niezawiśle od zamknięć rachunkowych. Było to 5 grudnia 1928 r. Dopiero po tym dniu Minister Czechowicz znalazł czas na napisanie odpowiedzi NIK, a mianowicie wystosował do niej pismo dnia 10 grudnia, w którym powiada: „Na pismo NIK z 15 czerwca, 31 sierpnia, 27 października 1927 Ministerstwo Skarbu oznajmia, że zgodnie z oświadczeniem pana Premiera Bartla, złożonym w Komisji Budżetowej, Rząd przedłoży Izbom Ustawodawczym projekt ustawy o dodatkowych kredytach na rok 1927/28 oraz o przeniesieniach budżetowych w roku 1928.
      Nie ma żadnej wzmianki o zamknięciach rachunkowych. Minister potwierdza oświadczenie Premiera i żadnej wzmianki nie czyni jakoby była łączność nierozerwalna między przedłożeniem ustawy o kredytach, a zamknięciem rachunkowym. Jedno od drugiego jest niezależne. I teraz zdawało się, że pan Premier i przede wszystkim Minister Skarbu wykonają zobowiązania przyjęte uroczyście wobec komisji, wobec Sejmu, z tymi komentarzami, jakie nadał im referent.
      Mija miesiąc, drugi, grudzień, styczeń, dopiero 11 lutego przy trzecim czytaniu budżetu pan Wicemarszałek Woźnicki zaniepokojony tym, że to uroczyście przyjęte zobowiązanie nie zostało dopełnione, składa oświadczenie: „Konstatuję, że centralnym zagadnieniem w obecnej dyskusji budżetowej stała się sprawa ujawnienia obecnie ostatecznego przekroczeń budżetu na rok 1927/28 na wielką sumę przeszło 500 milionów zł”. Dalej powiada, że jednak Rząd zobowiązania nie wypełnił i dochodzi do następującej konkluzji: „Wobec tego zwracam się do Kolegów naszych z klubów lewicy o rozważenie, czy nie jest naszym obowiązkiem z prawa odpowiedzialności konstytucyjnej ministrów uczynić użytek w stosunku do Ministra Skarbu za przekroczenie ustawy skarbowej na rok 1927/28 przez wydanie bezprawne przeszło 500 milionów. Klub Wyzwolenia powziął odpowiednią decyzję i w dniach najbliższych zwróci się do klubów lewicy celem uzyskania koniecznych 100 podpisów na wniosku”. To było 11 lutego.
      Mija 7 dni. Wniosek został wniesiony dopiero 18 lutego. W tych 7 dniach Minister Skarbu, jeżeli sądził, że postawienie go w stan oskarżenia grozi tak katastrofalnymi następstwami dla imienia, powagi i znaczenia Polski, w świecie międzynarodowym w ogólności, a w świecie finansowym w szczególności, mógł wszystko uczynić, ażeby unicestwić te fatalne następstwa. Mógł porozumieć się z tymi panami, którzy zamierzali wnieść wniosek oskarżający, mógł wnieść tę ustawę, która pracy wyjątkowej nie wymagała, bo Premier Bartel, odmawiając Komisji Budżetowej przedłożenia uchwał Rady Ministrów, przecież sam powiedział, że nie może spełnić żądania dostarczenia poszczególnych odpisów uchwał Rady Ministrów, to byłoby to „równoznaczne z przedłożeniem ustawy o dodatkowych kredytach wprawdzie nie Sejmowi, ale Komisji”. Z tego wynika, że jeśli się chce przedłożyć ustawę o kredytach, to wystarczy mu odpisać pozycje z uchwał, zaopatrzyć krótkim komentarzem, jak to zresztą czynili wszyscy poprzednicy Ministra Czechowicza i ustaw byłaby przedłożona w ciągu 7 dni.
      Ale Minister znowu pogrążył się w milczeniu. 18 lutego wpłynął wniosek na oskarżenie. Znowu mija 8 dni bezczynności Ministra. Wtedy rozpoczęła się 26 lutego dyskusja przykra, jak Panowie, którzy są przeciwnikami oskarżenia, kilkakrotnie zaznaczali, i wtedy, w toku tej dyskusji zabiera głos Premier i ku zdumieniu wszystkich świadków, którzy słuchali debaty nad ta sprawą w komisji i Sejmie 5 grudnia, składa oświadczenie, że „zgodnie z dotychczasowymi moimi oświadczeniami przekroczenia budżetowe na rok 1927/28 przedłoży Rząd Parlamentowi równocześnie z zamknięciem rachunków za ten okres po zatwierdzeniu tych ostatnich przez NIK. Proszę Panów, ta nagła zmiana frontu musiała wprowadzić w zdumienie. W komisji, w Sejmie, w pismach pan Minister powiada i wszyscy zainteresowani ministrowie powtarzają, że przedłożą ustawę, żadnych warunków nie stawiają, a tu nagle skok w przeciwną stronę i zmiana frontu wobec Sejmu, który pamięta poprzednie oświadczenie Premiera.
      Teraz to Premier w sprzeczności z samym sobą mówi: „nie przedłożę tej ustawy; nie przedłożę, mimo iż sam oświadczyłem, że niezależnie od zamknięć rachunkowych mam to uczynić. Naprzód muszą być zamknięcia, potem musi NIK badać i zatwierdzić, a potem dopiero przedłożę tę ustawę, o którą tylekroć Sejm się dopomina.
       Taka zmiana frontu musiała pociągnąć za sobą te skutki, które nastąpiły.
      Oto przedstawiłem fakt za faktem, jak rozwijała się sytuacja i niech wszyscy Panowie i kraj cały osądzi, po czyjej stronie jest wina. (Przerywanie na ławach BBWR: Głos: na pewno osądzi.). Proszę pomyśleć, przekracza się budżet o 566 milionów, o przeszło 28%. (Poseł Edward IDZIKOWSKI z BBWR: Jak dawniej bywało ?). Dawniej nigdy tego nie było. (Poseł Józef SANOJCA z BBWR: Tylko gorzej było.) Panowie zaraz zobaczą. Nigdy w Polsce wskrzeszonej żaden minister skarbu nie przekroczył budżetu o tak olbrzymią sumę. (Głos na ławach BBWR: Bo nie było z czego. Poseł Idzikowski: Ale doprowadzał do dewaluacji. Głos na ławach BBWR: I ministra za dewaluację nie pociągano do odpowiedzialności.) Mimo to Komisja Budżetowa i Sejm, który w swej większości jest w opozycji do Rządu, z najlepszą wiarą przyjmuje do wiadomości oświadczenie Premiera, mimo tak rekordowej cyfry, a potem ten sam Sejm zostaje w taki sposób wynagrodzony za swoje rzeczowe stanowisko, za to, iż chcąc uniknąć przesilenia politycznego, kierował się tylko troską o praworządną gospodarkę finansową. (Poseł Sanojca: A to biedni, a Langer za kotarą się chował.) Proszę pomyśleć, rok cały Prezes NIK ugania się literalnie za Ministrem i prosi go nie o łaskę, tylko o spełnienie obowiązku ustawowego, a pan Minister milczy i nie odpowiada, zaś pan Premier przekreśla uchwałę Sejmu. (Poseł POLAKIEWICZ: Milczenie jest złotem, a on był Ministrem Skarbu.) Proszę Panów, automatycznie więc wyłania się z takiej sytuacji konieczność zaapelowania do Trybunału Stanu. Tak więc zaczęła urzędować Komisja Budżetowa, jako komisja badająca sprawę na podstawie wniosku o postawienie w stan oskarżenia.
      Pan Minister Czechowicz zgodnie z ustawą zjawił się na komisji i złożył swoje oświadczenie. Te oświadczenia nie były zupełnie ścisłe, ale jednak z nich się wybijał ten sens: ja podzielam Wasze zdanie, że konieczna była ustawa o kredytach dodatkowych, że potrzebna była uchwała Sejmu, to ja domagałem się kilkakrotnie, zgłaszając dymisję, legalizacji tych wydatków, ale moja dobra wola rozbijała się o opór Rady Ministrów i pana Premiera. Byłbym nielojalny, gdybym ja sam wbrew opinii Rady Ministrów tę ustawę o kredytach dodatkowych przedkładał.
       Taki jest sens oświadczenia pana Czechowicza. Stąd jego wniosek: nie ja jestem winien, tylko Rada Ministrów; nie mnie oskarżajcie, tylko Premiera i Radę. (Głos na ławach BBWR: Przecież Premier z trybuny to powiedział. Inny głos: Po co odkrycie tej Ameryki ? To żadne odkrycie.)
      Sejm w uchwale z 5 grudnia, która jest tak często podnoszona w dyskusji na dzisiejszym posiedzeniu, a z pewnością będzie ponownie cytowana, Sejm w przeważającej swej większości opozycyjny wobec Rządu, zajął takie stanowisko, że finansów Państwa i gospodarki skarbowej Państwa nie chce uczynić terenem rozgrywki politycznej. (Wesołość na ławach BBWR. Poseł Karol Polakiewicz: A coście wy zrobili ? Inny głos: Całe społeczeństwo w błąd wprowadziliście. Przerywania.)
Marszałek: Proszę o spokój, to jest rzecz zbyt poważna, żeby ją tak traktować. (Poseł Sanojca: Po co referent kpi z rzeczywistości ?)

Proponuję posty o podobnej tematyce:
MINISTRA CZECHOWICZA SPRAWA
NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIA ROKU 1929
PARLAMENT
Ponadto polecam korzystanie ze stale uzupełnianych indeksów:
ALFABETYCZNY INDEKS OSOBOWY
ALFABETYCZNY INDEKS MIEJSCOWOŚCI
MIEJSCOWOŚCI – UKŁAD WOJEWÓDZKI
INDEKS PAŃSTW
KALENDARIUM

Sejm 20 marca (NIK 3) - Minister Czechowicz na Trybunał Stanu

59 posiedzenie Sejmu - po wystąpieniu w imieniu Wnioskodawców Hermana LIEBERMANA oraz przedstawiciela PPS - Dawna Frakcja Rewolucyjna posła Medarda DOWNAROWICZA, referującego wniosek mniejszości w sprawie postawienia Ministra Gabriela CZECHOWICZA przed Trybunał Stanu przemówienie wygłosił



Prezes Najwyższej Izby Kontroli Stanisław WRÓBLEWSKI

I w motywach wniosku i w dyskusji tak często była mowa o NIK i o stanowisku, jakie ona zajęła w sprawie owych kredytów dodatkowych, nieprawnych przeniesień i wydatków, że byłoby dziwne, gdybym nie zabrał w tej sprawie głosu i nie postarał się o wyjaśnienie tego stanowiska. Stanowisko to było dość proste i jasne, bo podstawy, na których opierały się nasze wystąpienia, nie mogły budzić wątpliwości.
Stwierdziliśmy szereg wydatków i przeniesień, dokonanych w niezgodzie z ustawą skarbową, a więc niewątpliwie nielegalnych. To musiało być podstawą naszego wystąpienia. W jakim kierunku miało iść to wystąpienie ? Bez wątpliwości jest rzeczą zupełnie pewną, że wszystkie te wydatki bez wyjątku przez późniejszą ustawę, przez akt woli władzy ustawodawczej, mogły być zalegalizowane – wszystkie bez wyjątku. Otóż szło o to, by uzyskać tę legalizację. Kto powinien był się o to postarać ? Jasna rzecz, że Rząd, który z upoważnienia ustawy rozporządzał funduszami publicznymi, który był pełnomocnikiem w stosunku do mocodawcy, powinien był zdać z tych przekroczeń mocodawcy swemu sprawę i, powiedzmy od razu, powinien to uczynić w takiej formie, aby mocodawca mógł wolę swoją prawidłowo objawić w formie projektu ustawy.
Otóż w tym stanie rzeczy kierunek działania NIK był prosty i jasny. Domagaliśmy się legalizacji i to legalizacji ustawowej. Podkreślam specjalnie ten ostatni punkt dlatego, że w dyskusjach na Komisji Budżetowej dźwięczała inna nuta, mianowicie absolutorium jako takie; wyrażono zdanie, że absolutorium może zastąpić ową dodatkową ustawę. NIK tego stanowiska nie zajęła. Gdyby absolutorium według Konstytucji było ustawą, w takim razie sprawa mogłaby być wątpliwa, ale ponieważ absolutorium jest tylko aktem Sejmu, do ustawy potrzeba zgody Sejmu i Senatu, a probata wydatków nielegalnych może być dokonana tylko drogą ustawy, więc było zupełnie jasne, że Rząd z projektem ustawy wystąpić powinien.
Aż dotąd sprawa jest zupełnie jasna, ale tutaj przechodzę do sprawy, która obecnie się toczy.
Gdyby istotnie była to dyskusja polityczna, tak jak to zaznaczono, uważałbym, że w sprawach politycznych nie mam prawa zabierać tutaj głosu. Jednakowoż specjalnie w przemówieniu pana referenta bardzo silnie był akcentowany moment praworządności, obrony porządku prawnego. A jeżeli taj, to w takim razie przedstawienie sprawy, dyktowane jedynie obiektywną oceną stanu prawnego, wypowiedziane tak, jak gdyby przyszło mi pisać naukową rozprawę o interesującym mnie problemie, nie powinno w tej rozprawie być dysonansem.
Otóż traktując rzecz z tego punktu widzenia, muszę zaznaczyć, że między stanowiskiem, jakie zajęła i jakie musiała zająć NIK, a stanowiskiem Sejmu w tej sprawie jest pewna istotna różnica. A przy tej sposobności muszę zaprotestować przeciw pewnemu określeniu, które i dziś z tej trybuny zostało wypowiedziane, a którego nie mogę uznać za słuszne. Określono tu mianowicie NIK jako organ Sejmu. To określenie padało już niejednokrotnie i ze strony Rządu i z ław poselskich. Słowa, zwrotu, nie boję się, ale jeżeli słyszę, że to określenie daje tak znakomity prawnik, jak poseł Herman LIEBERMAN, i to prawnik, który w swoim przemówieniu kładł tak duży nacisk na to, że kto słyszy pewne określenia i kto przeciw nim nie protestuje, ten właściwie je przyjmuje, to w tych warunkach muszę przeciw temu zaprotestować.
Praca Sejmu i praca Kontroli w pewnym odcinku stykają się. My wykonujemy kontrolę gospodarki państwowej z punktu widzenia legalności, celowości i oszczędności. Sejm ma prawo kontroli nierównie szersze i co do zakresu i co do głębokości, bo nie tylko te punkty widzenia dla jego oceny są decydujące, ale bądź co bądź w pewnym odcinku te prace się stykają, i to może być podstawą dla określenia Kontroli jako organu Sejmu, jeżeli się tego wyrażenia nie bierze zanadto ściśle. Ale gdyby miało się brać ten wyraz ściśle, to nie odpowiada on temu wyobrażeniu, jakie wyrobiłem sobie na podstawie ustawy wtedy, kiedy na to stanowisko zostałem powołany. Tam w Konstytucji na pierwszym planie stoi niezależność sędziowska, a chociaż wyrażenie „organ” nie jest dokładne, ma właściwie charakter porównania, to przecież nie ulega wątpliwości, że organ czegoś innego zostaje do czegoś innego w stosunku pewnej zależności, a zależność i niezależność, to są rzeczy, które się nie dadzą pogodzić.
Otóż z tego właśnie stanowiska zupełnie bezstronnej oceny pragnąłbym podkreślić tę różnicę, jaka zachodzi między stanowiskiem Sejmu, a stanowiskiem NIK. Najwyższa Izba musiała się ograniczyć do uchwycenia owych nielegalności, ze strony, że tak powiem – nie chcę użyć wyrażenia „formalnej' – ale ze strony zewnętrznej. Dlaczego ? Bo dalej nie miała prawa iść, nie było w jej mocy przemienić te wydatki nielegalne na wydatki legalne. A tymczasem Sejm tę moc i prawo ma. Otóż powstaje pytanie, czy i przy jakiej sposobności Sejm powinien ograniczyć się do samej strony zewnętrznej, czy przeciwnie – w jakich okolicznościach nie jest jego obowiązkiem iść dalej, sięgać głębiej, sięgać do wewnętrznej strony wydatków. Wyobraźmy sobie, że Rząd przychodzi tutaj z projektem ustawy dodatkowej. Otóż zapewne Sejm może wtedy przede wszystkim powiedzieć: wydatki były zrobione bez ustawy, wydatki były zewnętrznie nielegalne i może stąd wyciągnąć takie czy inne konsekwencje, ale Sejm nie może uchylić się od odpowiedzi na pytanie, czy i które z tych wydatków są wewnętrznie usprawiedliwione. Więc jeżeli to będą wydatki konieczne, to Sejm powinien uznać je za usprawiedliwione i dać im swoją aprobatę. Prawda, prawa budżetowe Sejmu są tak niesłychanie szerokie, że jak zawsze przy prawach szerokich istnieje także możność nadużycia prawa; teoretycznie Sejm przecież przy budżecie mógłby zupełnie dobrze wykreślić, powiedzmy § 1 w rozmaitych budżetach, to znaczy „uposażenia” albo wykreślić wydatki na emerytury. Oczywiście w tym Sejmie, który mając opozycyjną większość, uchwalił dwa razy budżet, nie potrzebuję chyba mówić, że to jest tylko teoria. Ale tak samo, jeżeli chodzi o aprobatę, takim nadużyciem prawa byłoby odmówienie aprobaty wydatkom koniecznym. Jak to więc, powiadam, ten Minister, ten Rząd, który płaci pensje, płaci długi państwowe, żeby nie narażać Państwa na konsekwencje, jakie wynikają z niepłacenia długów,który zatem broni Państwa przed szkodą, on mógłby nie uzyskać aprobaty na ten wydatek ? To są rzeczy teoretycznie możliwe, ale w rzeczywistości nie dające się pomyśleć. A moim zdaniem, nie tylko te wydatki konieczne – mimo woli odzywa się tu stary profesor prawa rzymskiego – ale te, tak zwane, wydatki pożyteczne, to znaczy te, które przyniosły społeczeństwu pożytek, oczywiście nie tak, jak w prawie prywatnym, tylko gospodarczy, ale pożytek w ogóle, one również muszą być aprobowane. Zapewne ocena, co jest pożyteczne, a co nie, zależy od zdania Sejmu, ale w tych granicach aprobata nastąpić musi.(Poseł St. Stroński: Ale najpierw musi być ustawa o kredytach przedłożona). Ja zacząłem od tego przypadku, że Rząd wniósł projekt ustawy. Wtedy ta decyzja o wewnętrznej wartości wydatków musiałaby nastąpić.
Czy sytuacja jest inna wtedy, kiedy się występuje, tak jak teraz, z wnioskiem o oddanie Ministra z powodu takich przekroczeń przed Trybunał Stanu ? Muszę powiedzieć: zastanawiałem się nad tą sprawą dlatego, że Prezesa NIK kwestia, która tak silnie złączona jest ze sprawą praworządności, musi żywo obchodzić. Zastanawiając się nad tym, doszedłem do przekonania, że tej istotnej różnicy nie ma.
Nie wiem, jaka była intencja komisji, która przyszła tutaj z wnioskiem. Dadzą się pomyśleć dwie ewentualności: albo, tak, jak mówił mój przedmówca, komisja wychodziła z tego założenia, że te wszystkie wydatki, o których się mówi tylko ryczałtem, których się nie wyszczególnia, są aprobowane, albo też – druga możliwość – wychodzi komisja z tego założenia, że ocenę wartości wewnętrznej odsuwa się na przyszłość, a na razie pod uwagę bierze się tylko stronę zewnętrzną. Ale czy jedno weźmiemy czy drugie, to w każdym razie, występując co do tych wydatków ryczałtem określonych z aktem oskarżenia, chwytano tylko ten wierzch, tę stronę zewnętrzną, odrywano po prostu tę stronę zewnętrzną od wewnętrznej kwestii, czy te wydatki są wewnętrznie racjonalne czy nie.
Otóż wydaje mi się, że takie oderwanie w tym wypadku jest niedopuszczalne i powiem argumenty, które mnie do tego zdania skłoniły. Myślałem o tym dlatego, że to są rzeczy, które mnie bardzo żywo obchodzą. Pierwszy argument jest ten, że tu istnieje przecież różnica bardzo wyraźnie zaznaczona, i w Konstytucji i w ustawie o Trybunale Stanu, między odpowiedzialnością parlamentarną a odpowiedzialnością konstytucyjną. Jeżeli zobaczymy, że w Konstytucji do tej odpowiedzialności konstytucyjnej wymaga się pewnego quorum, wymaga się kwalifikowanej większości, gdy sięgniemy do ustawy o Trybunale Stanu i zobaczymy te kary, którymi ona grozi za naruszenie prawa, to dla mnie nie ulega wątpliwości, że przy odpowiedzialności konstytucyjnej miano na myśli tylko przypadki istotnie ciężkie. Wiem, że w literze prawa, gdyby się brzmienie po prostu brało, to tej dystynkcji nie ma, ale pomimo tego, jeżeli staram się wgłębić w ducha prawa, to ta różnica dla mnie nie ulega wątpliwości. Ona jeszcze z innego punktu widzenia da się wytłumaczyć, mianowicie w tym specjalnie przypadku nieprzedłożenie wniosku, a więc dokonanie wydatków bez uprzedniego pozwolenia, jest grzechem, jest nielegalnością, ale jest przede wszystkim, grzechem wobec Sejmu. Otóż w tego rodzaju grzechach, które odnoszą się do tego wewnętrznego, że tak powiem, stosunku, odpowiedzialność parlamentarna wydaje mi się drogą jedynie właściwą, a pociągać ministra do odpowiedzialności konstytucyjnej, odsyłać go do Trybunał Stanu z powodu takich wydatków, wziętych ryczałtem, w globalnej kwocie, wśród których mieszczą się wydatki konieczne, wydatki takie, które ten minister powinien był zrobić, które, przypuśćmy, nie wszystkie, ale w znacznej części były dokonane wtedy, kiedy w ogóle Sejmu nie było, to, proszę Panów, wydaje mi się rzeczą niedopuszczalną. To po prostu razi moje poczucie sprawiedliwości.
A do tego przyłącza się moment drugi, powiedziałbym już, ściśle prawniczy. Jeżeli Trybinał Stanu stanie na tym stanowisku, jeżeli się ograniczy do strony zewnętrznej, dobrze, to mamy według mnie pewną obrazę poczucia sprawiedliwości, nic więcej. Tylko, proszę Panów, gdzież gwarancja, że Trybunał Stanu takie stanowisko zajmie, że ograniczy się do strony formalnej, zewnętrznej ? Przecież jeżeli się przekazuje Trybunałowi Stanu do zbadania wszystkie przekroczenia ryczałtem, to ma on prawo co do każdego wydatku wejść w to, co możemy określić jako meritum. I wyobraźmy sobie, że Trybunał Stanu uznał winę ministra i pewne wydatki nastemplował jako nielegalne nie tylko formalnie, ale nielegalne także wewnętrznie. I co wtedy ? Orzeczenie Trybunału Stanu nie może być zmienione ani przez władzę ustawodawczą, ani wykonawczą. To znaczy, czy Sejm może wrócić do tej kwestii, czy Sejm może potem ten wydatek zaaprobować ? Absolutnie nie. Czyli innymi słowy to prawo władzy ustawodawczej, prawo zatwierdzenia zostaje przelane na Trybunał Stanu. To jest argument czysto prawniczy, który, moim zdaniem dopuszczalność wciągnięcia tego rodzaju rzeczy w akt oskarżenia stanowczo wyklucza.
Wysoki Sejmie, muszę powiedzieć, że zupełnie tak samo przedstawia mi się kwestia owego terminu do przedłożenia ustawy o kredytach dodatkowych, terminu, którego nie dotrzymano. Jeżeli chodzi o ustawę wprost, to w ustawie znalazłem tylko jeden przepis kategoryczny, który pozwala taki termin oznaczyć. Mianowicie ostateczna chwila, w której Rząd ten obowiązek, o którym mówiłem na wstępie, powinien spełnić, jest chwila przedstawiania rachunków do parlamentarnego zatwierdzenia. Jeżeli ten administrator w tej chwili zdając sprawę nie umożliwi jednocześnie akceptacji przekroczeń, to w takim razie naruszył niewątpliwie prawo. Zadałem sobie pytanie, czy jednak nie mogą zajść okoliczności, w których ten termin się przyspiesza i odpowiedziałem sobie: tak, tylko musi być w tym kierunku wyrażony akt woli mocodawcy.
Otóż, przyglądając historię tych ostatnich wydarzeń, doszedłem do przekonania, że takim aktem niedwuznacznym była dopiero uchwała Sejmu, powołująca komisję do zbadania kwestii odpowiedzialności ministra przed Trybunałem Stanu. Przedtem ani w rocznikach Komisji Budżetowej, która zresztą nie może w tym kierunku reprezentować Sejmu, ani w diariuszach sejmowych takiego aktu woli, który by zupełnie wyraźnie oznaczał wezwanie administratora do zdania sprawy, nie znalazłem. Ale, proszę Panów, przyznaję, że jest to wniosek wysnuty u mnie drogą analogii z prywatno-prawnym kontraktem mandatu czy administracji. Stąd wyciągnąłem wniosek, że ten administrator powinien mocodawcy na jego żądanie każdej chwili przedłożyć rachunki. Ale, Wysoki Sejmie, czy wtedy, kiedy naruszono obowiązek, który ja uznaję, ale który uznałem dopiero na podstawie pewnej teorii, pewnej konstrukcji, czy naruszenie takiego obowiązku to jest to naruszenie ustawy, o którym myśli ustawa o Trybunale Stanu ? Znowu muszę powiedzieć, że według mego przekonania – nie.
I wskutek tego z wniosków komisji realne znaczenie, takie, które dla mnie, jako prawnika, ma tylko punkt 4 wniosku. Tam mamy konkretnie ujęty wydatek. Jeżeliby Sejm uchwalił punkt 4 wniosku, to w takim razie stempluje ten wydatek ostatecznie jako nielegalny i w konsekwencji odsyła go przed Trybunał Stanu. Prawniczo nie ma tu nic do zarzucenia. Ale to jest jedyny punkt, co do którego prawniczo nie mam w wątpliwości. Jeżeli Sejm ten wydatek zaaprobuje, to w takim razie mamy fundusz dyspozycyjny uchwalony ex post, którego charakter jest taki sam, jakby go uchwalono z góry, to znaczy w tym uchwaleniu będzie pewien akt zaufania – i to jest rzecz, której prawniczo nie można ująć inaczej. Jeżeli nie, to w takim razie nastąpią te konsekwencje, o których mówiłem przedtem. Więc jeżeli Wysoki Sejm ten wniosek uchwali, to z punktu widzenia prawniczego nie mam absolutnie nic do zarzucenia, ale muszę powiedzieć, że gdyby ową uchwałą, owym aktem oskarżenia, objęto także inne punkty, to jako prawnik miałbym co do tego poważne wątpliwości.
Ja tu nie myślę występować jako powaga prawnicza, zwłaszcza w dziedzinie prawa skarbowego, w dziedzinie, w której nie jestem specjalistą. Wiem, że tu są prawnicy bardzo znakomici, którzy nierównie lepiej ode mnie na tej materii się znają, ale jest jedna rzecz. Atmosfera sejmowa do spokojnej refleksji nad kwestiami prawniczymi nie usposabia dobrze i to jest moja wyższość może nad tymi dużo lepszymi ode mnie prawnikami, że ja naprawdę na te rzeczy patrzę zupełnie bezstronnie. I dlatego w moim przemówieniu nie mogą brzmieć takie akcenty patosu, jak w końcowym ustępie wspaniałego przemówienia posła Liebermana, gdzie ten patos brzmiał wyraźnie i czuć było stronę walczącą. (Brawa na ławach BBWR. Głos: Aktor wylazł !) Temu, żeby w Polsce wszystko działo się praworządnie, temu nikt z pewnością, a już najmniej prezes NIK nie będzie przeszkadzał, bo przecież cała nasza nasza akcja była dotąd w obronie praworządności, ale właśnie dlatego nie chciałbym, żeby ta dzisiejsza uchwała Sejmu, tego Sejmu, który jest najwyższą ostoją praworządności, w prawniczym kierunku, co do swego prawniczego uzasadnienia, mogła w kimkolwiek budzić wątpliwości.
Myślałem na pewno bezstronnie. Starałem się myśleć jak można najściślej. W tym drugim punkcie mogłem się pomylić, Szanowni Panowie to skorygują, ale z tą poprawką raczą Panowie ten głos bezstronny przy orzeczeniu swoim wziąć pod rozwagę. (Brawa na ławach BBWR.)





Proponuję posty o podobnej tematyce:
MINISTRA CZECHOWICZA SPRAWA
NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIA ROKU 1929
PARLAMENT
Ponadto polecam korzystanie ze stale uzupełnianych indeksów:
ALFABETYCZNY INDEKS OSOBOWY
ALFABETYCZNY INDEKS MIEJSCOWOŚCI
MIEJSCOWOŚCI – UKŁAD WOJEWÓDZKI
INDEKS PAŃSTW
KALENDARIUM