Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józef Sanojca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józef Sanojca. Pokaż wszystkie posty

Wniosek aby Rząd kryzysowi zaradził (Sejm 22 marca)

60 posiedzenie Sejmu 22 marca 1929 r.

Sprawozdanie Komisji Budżetowej o wniosku w sprawie położenia gospodarczego kraju i konieczności przedsięwzięcia odpowiednich środków zaradczych. Sprawozdawca Poseł DIAMAND (Związek Parlamentarny Polskich Socjalistów).
Dużo chaosu w tym ataku na Rząd - o Chorzowie, cłach, podatkach, niskich płacach, sprzedaży alkoholu w soboty i niedziele. Pan Minister Składkowski jako minister higieny (Sławojki).
Ograniczenia w sprzedaży alkoholu wynikały z USTAWY z dnia 23 kwietnia 1920 r. o ograniczeniach w sprzedaży napojów alkoholowych. (Dz. U. R. P. Nr 37, poz. 210).


Poseł Herman DIAMAND:

Wnioskodawcy, przedkładając wniosek, o którym będę mówił, nie chcieli rozszerzać terenu walki politycznej, nie chcieli rozciągać walki i na ten temat, przeciwnie, wychodzili z założenia, że sprawa ta obchodzi jednakowo całe społeczeństwo i jeżeli ma być przedmiotem dyskusji publicznej, to dlatego, że społeczeństwo powinno wiedzieć, jakie jest położenie, oraz jakie środki i plany ma Rząd, ażeby przeprowadzić społeczeństwo przez ten czas, przewidywany jako bardzo trudny. Wszystkie sfery są przygotowane na czasy trudne, trudniejsze od dotychczasowych. Nie ma żadnej sfery, która by nie przewidywała zaostrzenia się sytuacji. Zdaje mi się, że jednym z pierwszych był prof. Adam KRZYZANOWSKI (BBWR), który zwrócił uwagę na możliwe zaostrzenie położenia gospodarczego. Kto utrzymuje stosunki ze sferami gospodarczymi, kto interesuje się położeniem gospodarczym, słyszy słowa obawy wszędzie, gdzie się zwrócić.
A które sfery nie są sferami gospodarczymi, który obywatel nie jest dotknięty wspólnym naszym losem gospodarczym ?
Jeżeli weźmiemy pod uwagę różne objawy gospodarcze, to dojdziemy do przekonania, że zniżka jest wszędzie widoczna. Stan rolników, szczególnie drobnych jest ciężki, możność gospodarowania jest trudna i wszystkie te sfery gospodarcze, które mają związek z rolnictwem, odczuwają trudne położenie rolników. W miastach położenie jest bardzo ciężkie. Ilość weksli protestowanych rośnie w niepokojącym tempie. Stopa procentowa dochodzi do wysokości, jaka była w najgorszych czasach. Obroty handlowe zmniejszają się. W sklepach panuje rozpacz najczęściej. Kupujących jest mało, zasoby pieniężne niewielkie, a cóż dopiero, gdy się weźmie położenie klasy robotniczej i urzędników, które jest rozpaczliwie złe.
Zupełnie słusznie wszyscy zwracają uwagę na ciężkie klimatyczne stosunki, ale one nie tłumaczą wszystkiego, i zresztą położenie było nie o wiele lepsze, kiedy tych wybryków klimatycznych jeszcze nie było.
Kwestią jest, jak jesteśmy przygotowani na te trudności i jakie jest położenie społeczeństwa wobec możliwych trudności, jakie są zasoby sił naszych, aby sprostać tym ciężkim warunkom.
I tu zdaje się, że Rząd, a w znacznej mierze zależy to od niego, nie poczynił należytych starań dla powiększenia dobrobytu, stopy życiowej ludności. Polityka gospodarcza naszego Państwa polegała na utrzymywaniu ile możności jak najniższej stopy życiowej. Wszystko, co jest zależne od Rządu, a na tym wzorują się i inne stosunki gospodarcze, było skazane na możliwie najniższą stopę życiową. W nowoczesnej gospodarce jest to błąd, który się mści i musi się mścić. Od stopy życiowej ludności zależą zasoby, które ta ludność ma, zależą oszczędności, zależy konsumpcja, która utrzymuje i tworzy produkcję. A tam, gdzie gospodarstwo polega na niskiej płacy, gdzie cała walka gospodarcza polega na niskiej płacy, gdzie wobec podwyższenia techniki, podwyższania stąd produkcji, wobec rozwoju gospodarczego, wobec maszyn, wielkich kapitałów, gdy w walce z tym przeciwstawiamy nasze niskie płace robocze, to z góry przegrana być musi po naszej stronie i można przewidzieć, że nam w ciężkiej chwili zabraknie sił.
Jeżelibyśmy szukali w kraju przykładu, jak należy gospodarować w wytwórczości, w przemyśle, to znajdę przykład w pewnym przedsiębiorstwie rządowym. Liczę się z wielkim niezadowoleniem z państwowych firm w znacznej części Wysokiej Izby, która w konkurencji między prywatnym kapitalizmem a społeczeństwem stoi po stronie prywatnego kapitalizmu. Nie wiem, czy to, czym Państwo u nas gospodaruje, jest etatyzmem, nie wiem, czy ono jest etatyzmem w dobrym znaczeniu, to znaczy państwowa gospodarka dla dobra społeczeństwa, nie tylko dla kasy państwowej, lecz dla dobra konsumpcji i dla dobra pracujących. W większości naszego etatystycznego gospodarstwa, przyznaję, tych dobrych stron trudno się dopatrzeć. Kolej jest własnością Państwa, ale nie zajmuje ani wobec swych pracowników, ani wobec społeczeństwa tego stanowiska, które państwowa firma w odróżnieniu od kapitalistycznej zająć powinna. Monopol spirytusowy, monopol tytoniowy są złymi pracodawcami, nie rozumieją zadania państwowego przedsiębiorstwa.
Jedynym wyjątkiem jest Chorzów, a jest tym wyjątkiem dlatego, że na jego czele stoją ludzie na pewnej gospodarczej wyżynie będący, którzy rozumieją, że przedsiębiorstwo musi mieć targ zapewniony, że musi sobie ten targ zrobić, że firma ma społeczne zadania, że ci, którzy tam pracują, są może nie w zupełności ale w pewnym stopniu współwłaścicielami tego przedsiębiorstwa. I to jest rozwiązanie zagadnienia dla polityki gospodarczej kraju, to jest wytyczna dla polityki gospodarczej kraju: stworzyć targ, stworzyć konsumenta. Chorzów, jak pan Minister dowcipnie określił, chcąc wprowadzić swój towar, sprzedawał go bezpłatnie konsumentowi. On w czasach spadku waluty sprzedawał na weksle, to znaczy, że jak przyszedł czas płatności, ta jakąś resztką tego towaru można było zapłacić cały towar. (Poseł Roman RYBARSKI: Ale te weksle potem dyskontował.). Dyskontował, ale dostał bardzo mało za to, dostał część tego, co dał, ale stworzył sobie targ, stworzył konsumenta, nauczył ludzi używać tego produktu. Chorzów zrozumiał, że jak będzie mało produkował i mało sprzedawał, jeżeli konsument nie będzie dobrym konsumentem, wielkim konsumentem, to on dołoży do tego towaru, zrozumiał, że jeżeli konsumpcję ułatwi, to w takim razie fabryka będzie pożyteczną, społecznie pożyteczną dla Państwa, albowiem będzie przynosiła dochody. I co w moich oczach jest najcenniejsze, zrozumiał Chorzów, iż ci ludzie, którzy tam pracują, także winni brać udział w zyskach nowoczesnego przedsiębiorstwa, że to nie jest przedsiębiorstwo tylko pracodawcy, że jeżeli przez ulepszenie techniki następuje powiększenie produkcji, to ci, którzy tam pracują, są zupełnie uprawnionymi udziałowcami.
Porównajcie to Panowie z całą metodą gospodarki Rządu poza Chorzowem. Jaki brak zrozumienia, jaki brak stworzenia sobie pewnej egzystencji i pożytecznej roli w społeczeństwie ! Jeżeli w takim ugrupowaniu, jakie tworzy Chorzów, przyjdą czasy trudniejsze, to przetrwać je będzie można łatwo i bez kryzysu. Tam się tworzy kapitał, tam się tworzą zasoby, tworzy możność przetrwania ciężkich czasów, względnie lekkiego przetrwania ciężkich czasów. Tego ja w ogólnej gospodarce nie widzę. Są starania, ażeby obniżyć płace robotnicze, urzędnicze i dochody znacznej części społeczeństwa. Ideałem naszego przemysłu, znajdującym poklask u Rządu, jest płacić jak najmniej.
Pod tym względem Rząd jest wzorem. To nasza państwowa polityka, to interes państwowy, ażeby płace były niskie. Ale proszę sobie uprzytomni, jakby wyglądało społeczeństwo, gdyby płace były wysokie, gdyby były dostateczne ! O ile większa byłaby konsumpcja, o ile mniej trudności i jaka łatwość przebycia ciężkich czasów. Dzisiaj gdyby ceny poszły w górę, społeczeństwo będzie wobec niesłychanych trudności. Czytałem pewną książeczkę wydaną, przypuszczam, pod wpływem, może za inicjatywą Rządu, ażeby nie robić nowych ubrań, bo to znaczy sprowadzać wełnę, ażeby ubrania odwracać na drugą stronę. A jak krawcowi dałem takie ubranie, to on powiedział: ubranie ma tylko dwie strony, a Panu się zdaje, że trzy, bo to już jest odwracane. To jest właśnie polityka dla niedorozwoju, polityka fałszywej oszczędności, polityka niezrozumienia i przez takie postępowanie wyrządza się dużą szkodę własnemu społeczeństwu. Tylko wtedy będziemy się rozwijali, gdy będziemy w tym położeniu, aby móc dać pracę ludziom. Tylko przez to może społeczeństwo dojść do pomyślności.
Nie ulega kwestii, że jest pewna sfera, dla której niska płaca jest dogodna, bo oszczędza inwestycji, starań i trosk. Wszystkie braki staramy się pokryć oszczędzaniem na płacy. Ale popatrzmy na świat. Gdzie większa płaca, tam ogólny dobrobyt wyższy i przemysł się bardziej rozwija i staje się bardziej zyskowny, niż tam, gdzie gospodarka opiera się na niskiej płacy.
Jest u nas stała walka o czas pracy. Bardzo trudno organizacjom utrzymać czas pracy na wysokości, na jakiej postawiły go zdobycze robotnicze. A przecież Ford w swej książce pisze, że Ameryka zawdzięcza swe bogactwo obniżeniem czasu pracy i podwyższeniu płac (Głos: A jakie są świadczenia socjalne ?) Panie łaskawy, my zrzekamy się wszystkich świadczeń społecznych za 20% płac fordowskich, jeżeli Pana tak rażą świadczenia społeczne w Polsce.
Położenie nasze jest trudne, ponieważ mało uwzględnia się ogół ludności i mało uwzględnia się konsumenta. Prowadzimy ochronę przemysłu przez wysokie cła. Jestem zdania, że bez ceł nie moglibyśmy istnieć, że w niektórych gałęziach cło jest konieczne, tam gdzie jest dumping. Jest konieczne cło, gdzie produkcja nasza jest bardzo młoda i musi mieć ochronę przez pewien czas. Ale dochodzimy potem do fazy, w której cło staje się czynnikiem drożyzny wewnętrznej. Istnieje u nas cło na maszyny, bez których dziś żyć nie można i których w kraju się nie wyrabia. Na co te cła, one tylko podwyższają koszty inwestycji.
Mamy cło na na żywność, której w kraju nie wytwarzamy. Mamy cło na śledzie, żywność ludzi najbiedniejszych, cło dla Panów, którzy dbają o religijne dobro swych współwyznawców, bardzo ciężkie: jest to jedzenie, które umożliwia post.
W rezultacie cło działa na podwyższenie kosztów produkcji i zachodzi potrzeba, aby cła zrewidować z tego punktu widzenia, jak one działają na konsumenta.
Bardzo ważna dziedzina życia, która tworzy naszą trudną sytuację, to podatki. Oczywiście podatki są konieczne, ale te podatki układa się tak, ażeby płaciła je przy konsumpcji najbiedniejsza część ludności.
Niektórzy mieli nadzieję, że jak będzie nieskończenie wysoki podatek wódczany, to ludzie przestana pić. Tak nie jest. Konsumuje się trujący spirytus jako wódkę do konsumpcji, a zatem jest konieczność zaspokojenia tego nałogu i wysoki podatek powoduje tylko to, że znaczna część płacy robotniczej idzie na podatek wódczany. Podobnie jest z tytoniem. To hipokrytyczne karanie namiętności przez to, że się nakłada na nie wysoki podatek nie jest niczym innym, jak kierowaniem znacznej części dochodów ludności na fałszywą drogę, na złośliwą, szkodliwą konsumpcję.
Pan Minister Spraw Wewnętrznych, którego cenimy jako ministra higieny (Wesołość) w przeciwstawieniu do niego jako Ministra Spraw Wewnętrznych, nie czyni wysiłku aby zmniejszyć konsumpcję wódki i tytoniu. Zmniejszono mu kwotę na zwalczanie alkoholizmu i on się temu nie sprzeciwił. Nie tylko to, ale jest ustawa – wiem, Panie Ministrze, jak mały jest walor naszych ustaw i temu się nie dziwię, ale stwierdzam, że ustawa, która zabrania sprzedaży alkoholu w soboty i niedziele tak małe daje gwarancje, jak Konstytucja (Wesołość.)
Tak samo zakaz sprzedaży wódki w restauracjach kolejowych. Zwróciłem się do policjanta, czego nigdy nie robię, aby się poinformować, w jaki sposób w niedzielę o godz. 12 w nocy na pewnym dworcu kolejowym jest tylu pijanych i tak wielka konsumpcja wódki w filiżankach. Zapytałem, czy nie ma on obowiązku przestrzegania przepisu policyjnego pierwszej wagi i on mi odpowiedział, że 11 robił doniesienie do swej władzy i wobec tego, że ta ustawa straciła walor widocznie, jego przełożeni nie to nie reagują. Gdyby Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, jako wspólnik ministerstwa higieny, utrzymało ten przepis w walorze, byłaby to wielka zasługa. (Głos na ławach BBWR: W bufecie sejmowym.) Panie, raz tylko w życiu i to z jednym Panem Ministrem wypiłem tam kieliszek wódki i potem bardzo mi żal tego było. Zresztą nie piję i jestem gotów zgodzić się na podwyższenie cen bufetowych, jeżeli władza będzie przestrzegała ustawy. (Poseł Maksymilian HARTGLAS (Koło Żydowskie): Jest na to sposób: wydzierżawić bufety kolejowe Żydom. To wszystkim będzie się sporządzało protokoły). I to Pan przecenia.
Ten wielki ciężar podatkowy, niszczący nie tylko zdrowie, lecz niszczący nasze gospodarstwo, jest przez Rząd popierany. Rząd ma tu wielki udział w podrożeniu i niekorzystnym kształtowaniu się naszej konsumpcji. Podatek obrotowy podwyższa ceny naszych towarów o kilka razy 2,5%. U tych bogatych ludzi, u producentów wielkich, ten podatek jest czysto pośrednim podatkiem, wpisuje się do każdego rachunku 2,5% i uczciwi przemysłowcy oddają nawet ten podatek Rządowi. Ale u tych małych są orgie urzędników podatkowych, to samowola doprowadzona do szczytu. Tu się taksuje obrót w najbardziej fałszywy sposób. To jest wielki ciężar, niszczący szereg drobnych egzystencji. W ogóle mam wrażenie, że te drobne egzystencje, ich byt i utrzymanie nie stanowią poważnego przedmiotu troski Wysokiego Rządu. Tych egzystencji zniszczonych są tak ogromne masy, że nie można powiedzieć, ażeby istniała w Rządzie jakaś myśl ulżenia tym egzystencjom. Te korytarze na dole przecież są miejscem męki dla każdego z posłów wobec ludzi, którzy tu przyjeżdżają i mają tak komiczne wyobrażenie o Sejmie, że ma on jakieś wpływy i znaczenie i do nas się zwracają, żebyśmy korygowali politykę Rządu. Tego posłowie robić nie mogą i bardzo przyczynia się do zubożenia tego niższego średniego stanu.
A co z opodatkowaniem Robotników ? O ile chodzi o nich, złote teraźniejsze dla Państwa są złotymi pełnowartościowymi. I ściąga się podatki od złotych teraźniejszych tak, jak gdyby one były pełnowartościowymi, jak gdyby nazwa „złoty” była prawdziwa i miała jakiś sens. Jest minimum egzystencji według naszej ustawy, zrobionej wtedy, gdy złoty był pełnowartościowy. Jako miernik nie powinien być złoty dawniejszy wobec złotego dzisiejszego, tylko należy to przystosować. Jest wniosek w tej mierze w Izbie i obudził on w sferach rządowych niechęć, bo obniży to dochód z podatku dochodowego. W normalnych warunkach, gdyby Rząd dbał o gospodarcze położenie ludności, toby sam przyszedł z inicjatywą – wobec tak strasznego położenia tej warstwy, według fałszywej miary nie mogę ściągać z nich podatków. To się tyczy ogromnej części ludności. Kto dba o egzystencję, o możność konsumpcji, ten nie tak postępuje. Nie widzimy myśli przewodniej, konieczne j dla naszego gospodarstwa. Nie widzimy tej troski, którą wykazał tak ładnie pan Minister Przemysłu i Handlu dla owego lubionego przez siebie przedsiębiorstwa, które nie tylko ma najlepsze warunki, ale ma też kredytowe warunki jedyne w całej Polsce.
Rząd przedłożył kilka projektów, między innymi projekt budowy mieszkań. Ustawa ta na mnie zrobiła wrazenie podatku na żebraków, aby pomóc ubogim. To jest projekt rządowego podatku 75% od mieszkań. Naturalnie, ustawa ta obudziła największą niechęć, albowiem jeżeli nie wprowadzono podatku mieszkaniowego przed podwyższeniem podatków, to teraz ogromnie trudno i wszelkie miary, jakie są stawiane, są niesłuszne. Przyjąłem delegację urzędników, która przyszła tu z rozpaczliwą skargą, co to będzie. Powiadam im: jakaś miara musi się znaleźć, według której mieszkania mogą być opodatkowane, jeden z tych Panów powiada: mieszkam w mieszkaniu 7 pokojowym, ale tam są trzy rodziny i jeden kawaler.
Dziś budowa mieszkań jest koniecznie potrzebna, ale należy znaleźć inne źródła, np. podatek majątkowy mógłby w znacznej części być użyty na pokrycie tych wydatków. Ale podniesienie ceny mieszkań o 75% utrudni strasznie życie najbiedniejszych ludzi. To jest niemożliwe, to można było zrobić rozporządzeniem, ale ustawą zdaje mi się, takiej rzeczy się nie przeprowadzi.
A więc sposób opodatkowania, wymiar podatków, koncepcje podatków, przyczyniają się do tego, że położenie ludności jest trudne, że zarobkowanie się utrudnia.
Naturalnie, że mogłyby być stosunki w Polsce takie, ażeby we wzajemnym porozumieniu ludności z Rządem tą ludnością rządzono. Zdaje mi się, że czasy rządzenia rozkazami minęły, że lekceważenie woli ludzi szkodzi Państwu i że ci, którzy usiłują iść drogą sporu, drogą zwycięstwa woli Rządu, idą fałszywą drogą. A jeżeli się Panowie tak często odwołujecie do obrony interesów Państwa, jeżeli tłumaczycie bardzo wiele rzeczy, które robicie, a których wam robić nie wolno, tym, że interes Państwa tego wymaga, to jestem zdania, że pierwszy i największy interes Państwa to rządzenie zgodnie z wolą i ze zrozumieniem ludności.
Proszę Panów, tej różnicy w intelekcie Sejmu a Rządu, o której Panowie marzycie wiecznie, nie ma. Ci panowie, którzy w Rządzie odgrywają decydującą rolę jako członkowie tej Izby, tych swoich całkiem wyjątkowych kwalifikacji i wyjątkowego zrozumienia nie okazywali. I nie jest tak, ażeby kilku ludzi zjadło rozum całego społeczeństwa, a całe społeczeństwo składało się z idiotów. Tak nie jest. (Głos na prawicy: I żeby go potem nie mieli.) Mają ten sam, który mieli przedtem. To nie jest rozdzielenie możności rządzenia na całe społeczeństwo. Zdaje mi się, że kto rządzi roztropnie, nie wytwarza sztucznych sprzeczności między rządem a społeczeństwem. Nie chcę mówić o wielu rzeczach, w jaki sposób się to dzieje, ale że takie tarcia w społeczeństwie działają i na gospodarstwo, to chyba nie ulega wątpliwości.
Rząd jest jakby w szklanym domu, powinien być jakby w szklanym domu i podlegać krytyce wszystkich. To, co się dzieje w Polsce, nie jest tajemnicą dla świata. Urząd Statystyczny zdradza wszystkie tajemnice, to taki czas, że ulegamy krytyce całego świata i niech Rząd sam powie, czy dbał zawsze o to, ażeby jego działania gospodarcze i finansowe były tak robione, żeby uzyskały zaufanie kulturalnego świata. Panowie myśleli, że jak tu będzie pan Charles DEWEY, czy jak się nazywa. (Głosy: Dawaj. Poseł Stanisław STROŃSKI: Dawniej nazywał się „Dawaj”, a teraz nie wiadomo.).
Pan Kolega się myli, mnie się zdaje, że on się dawniej nazywał „Bierz”, ale dajmy sobie spokój dowcipom. Ten pan zawiódł, on nie dał Rządowi tego, czego się Rząd spodziewał. Nie dał tego Rządowi, bo nie obudził dla nas zaufania, którego wzbudzenie było jego misją, którego Rząd potrzebuje dla swojej finansowej gospodarki. (Głos na ławach BBWR: Panowie psujecie to zaufanie.)
Mam wrażenie, że Rząd się tu zawiódł, że pan Dewey nie wyrobił nam tego zaufania i że jesteśmy na targu kredytowym gorzej traktowani, aniżeli inne państwa, które na mniejsze zaufanie zasługują; jeżeli Rumunia dostała teraz tak znaczny kredyt, to tłumaczę to sobie zmianą Rządu i powstaniem w Rumunii rządu demokratycznego, stworzeniem łączności między rządem a ludnością.
Cenię wysoko nasze społeczeństwo jestem zdania, że wolność osobista i polityczna dla naszego społeczeństwa ma ogromne znaczenie. I być może, że reakcja nie będzie reakcją gwałtu, nie umiem osądzić sytuacji, ale będzie jakaś reakcja w odnoszeniu się do Państwa. Byliśmy już w krótkiej historii samodzielnej Polski świadkami, że jak władza była w rękach reakcji i Naczelnik Państwa wołał do obrony, to tej obrony nie mógł uzyskać, aż dopiero, jak weszli premierzy z ludu na czoło Rządu, wtedy lud ławą ruszył. I proszę Panów, mówi się u nas tyle o przygotowaniach do obrony kraju, a ja jestem zdania, że Rząd tej obrony nie przygotuje, bo zupełnie bez potrzeby usuwa naród od swoich działań, bo bez potrzeby nie umie znaleźć porozumienia między sobą a reprezentantami narodu. To porozumienie jest możliwe, możliwe w podnoszeniu ducha narodowego i państwowego, w wywołaniu entuzjazmu, zapału wygasającego. Musimy w każdym obywatelu wywołać uczucie: to moja Polska, ja mojej Polski bronię, a nie jakiejś cienkiej warstwy, która ma dziś wpływ na rządy. Czy Panowie tak nie ufacie masom ludowym, nie wierzycie w ten czynnik silny ? Co to znaczy współdziałanie ? Czy myślicie, jeżeli wyjdą z Rządu te mądre wielkie rady, że Sejm nie przyjmie, że my nie uchylimy głowy ? (Głos: Nie zawsze.) Zawsze. Sejm nie będzie taki, jak teraz. Ale jak będzie taki, jaki ma być, to zawsze. (Głos: Dziś nie było tak, wszystko spaczone.) Kto ? Proszę Pana, zdaje się, że sprawa publiczna jest taka, że każdy zna się na niej od urodzenia. (Poseł Józef SANOJCA: i Doktor Diamand z urodzenia się zna.) Ja nie żądam od Kolegi uznania. (Poseł SANOJCA: Więc po to Pan szafuje monopolem na rozum ?) Dla mnie wyraz narodu jest w Sejmie. Znamy te środki, którymi dążono, by wejść do tego Sejmu i wiemy, że wola narodu była tak silna, że te środki zawiodły. (Oklaski. Głos: Bo inne środki były silniejsze.) Są na świecie środki silniejsze.
(Poseł SANOJCA: PPS było popierane.) Wiem, ze Kolega lepiej wie o tym, jak BBWR było popierane. Jedyny, kto popierał PPS to był Minister Spraw Wewnętrznych, który swoimi prześladowaniami budził entuzjazm dla nas i dał nam ogromną ilość głosów.
Trudności, przed którymi stoimy, nie są trudnościami zimy, klęsk śniegu i lodu, już dawniej słyszało się te same głosy, tylko dzisiaj one potęgują się trochę szybciej. Powiedziałem to na Komisji i zdaje mi się, że trzeba to powtórzyć, że kiedy w Genewie reprezentanci przemysłu światowego, umysły najtęższe, omawiali sytuację, zabrał głos kapitan przemysłu niemieckiego pan LAMERS – jest to wielki pan, nawet kolega jednego z naszych kolegów, Garde-Kurassier Wilhelma II, a przy tym bardzo światły człowiek – zaimponował mi jednym powiedzeniem, które można teraz zastosować. „Wszyscy mówicie, że żyjemy pod wpływem skutków wojny, w pewnej mierze to prawda, ale gdyby wojny nie było, to skutki, które są skutkami rozwoju, byłyby dziś nastąpiły tak samo. Jestem zdania, że gdyby zimy tak strasznej nie było, to nasz ustrój, nasze stosunki społeczne i gospodarcze nie byłyby o wiele odmienne od obecnych, albowiem nie ma już kraju na świecie, gdzie by nie było skarg na ustrój, nie było skarg na jakieś zmiany w społeczeństwie z niektórych niewidocznych przyczyn. W Anglii, 2 lub 3 miliony bezrobotnych, w Niemczech 2 miliony. (Głos: w Ameryce 5.)
Nie wiadomo, bo tam jest to obliczane na podstawie kombinacji. (Głos: Stopa życiowa wysoka.) To tych, którzy mają zajęcie, nikt nie twierdził, że stopa bezrobotnych była wysoka. Więc wszędzie ten sam objaw. I słusznie powołano tu Amerykę. Ameryka w mistrzowski sposób zapobiegła załamaniu się stosunków i spadkowi robocizny, albowiem przemysł amerykański jest zdania, że żyje z wysokich płac robotniczych. I są tam tego objawy: w Ameryce tworzy się nowe zawody w razie bezrobocia, 150 tysięcy ludzi nauczyło się strzyżenia głów damskich i powstał nowy przemysł, zajęcie miłe i popłatne, ale i w Ameryce to nie wystarcza, gdyż i w Ameryce się pokazało, że im mniej ludzi znajduje zajęcie, tym większa jest produkcja. To zagadnienie, przed którym i my staniemy, tylko odejdziemy od forsowania przemysłu obniżaniem płac robotniczych. To rozumie dziś cały, kapitalistyczny świat. Teoretyk kapitalizmu nowoczesnego Werner SOMBART uważa kapitalizm duchowy za zbankrutowany i kapitalizm indywidualny, który u nas jest tak ceniony. Należy iść drogą, którą poszedł Pan Minister Przemysłu i Handlu, czyniąc z robotników Chorzowa małych wspólników tej firmy. Ta spółka będzie trwała tak długo, aż ci wspólnicy nowi nauczą się gospodarować w tych przedsiębiorstwach, aż dojrzeją.
W Genewie kapitaliści zapraszali konsumentów i robotników, nie tacy kapitaliści, jak u nas, na których biedni muszą składać w kasach oszczędności, aby można było ich weksle dyskontować, tylko prawdziwi mocarze dążą do tej zmiany, do uczynienia bezbolesnej tej zmiany, która następuje na naszych oczach. I można ułatwić zadanie rządom polskim, jeżeli się my tą kwestią zajmiemy i pomożemy społeczeństwu w tej zmianie. (Poseł Jan KWAPIŃSKI: wysłać kilka pułków do Sahary.) Nie wiem, dlaczego Kolega wybrał taki zły kraj, jestem za tym,żeby zostali w Polsce, w najlepszych warunkach, żeby robili swoją służbę i nie mieszali się do obcych interesów. Nie ma żadnego powodu, żebyśmy sobie wzajemnie źle życzyli. Musimy się rozumieć i ograniczać się do swoich zadań i obowiązków. Byłaby w tej Izbie największa harmonia, gdyby zrozumiano i uznano prawa Sejmu. Bo jeżeli Rządowi się jakaś większość nie podoba, to może przeprowadzić nowe wybory, jeżeli wygra, to będzie rządził, a jeżeli nie, to wola narodu dojdzie do panowania i inni będą rządzili. Nie uważam tego za nieszczęście dotychczas, że pan Bartel rządzi ze swoimi pomocnikami. To nie było łatwe, ale powiedziałem. (Minister Składkowski: Najgorzej jak Pan zaczyna płakać, wtedy ja się zaczynam obawiać.) Może to prawda.
Jest pewna tendencja obsadzania miejsc niefachowcami. To już słyszałem z ust niejednego ministra, ma się wstręt do fachowców i zawsze się szuka niefachowców. To jest niestosowne nawet dla najmniejszych urzędów, całkiem niestosowne dla bardzo wysokich urzędów. Życie nie jest takie łatwe, ażeby talent wystarczył. Widziałem takich wysokich urzędników, których się pytałem, jak oni w tych nowych urzędach będą urzędowali. Powiadali, że będą się trzymali wskazówek niższych urzędników fachowców. To było mądre, ale ten stan nie jest dobry. Takich geniuszy, którzy, nie pytając nikogo, bez doświadczenia, bez nauki, to jest bez zebranych doświadczeń, zawsze trafiają w to, co ma być, takich nie ma na świecie. Dlatego to ciąży na ludności.
Proszę Panów, zdaje mi się, że mogę oświadczyć w imieniu tej części Izby, z której mocy tu jestem, że nie uważamy tego tematu za przedmiot walki z Rządem, że jesteśmy za zdobyciem sukcesu, że jesteśmy gotowi pomóc społeczeństwu w przejściu przez te ciężkie czasy. Ale według mojego rozumu jest to niemożliwe, jeżeli Rząd nie uczyni, co do niego należy, aby uporządkować stosunki w Polsce. (Głos: Z kim ? Które stosunki ?) Stosunki wymiaru sprawiedliwości, finansowego gospodarowania, stosunki administracyjne, żywnościowe, o ile podlegają Rządowi, to znaczy: o ile Rząd nie będzie rządził w granicach prawa. Nie mam nic przeciwko temu, aby być w mniejszości w Sejmie i nic nie mam przeciw temu, aby głos mój nie był uwzględniany, nikt nie ma prawa żądać, aby głos jego był uwzględniony, ale wtedy, jeśli będzie większość w Sejmie, i tylko wtedy, będziemy mogli uznać Rząd za prawowity, jeżeli będzie miał oparcie o większość Sejmu, a, jak powtarzam, jest to możliwe, jeżeli Rząd stanie na stanowisku prawa.
Proszę o przyjęcie tego wniosku, który będzie powodem bardzo ciekawych, przypuszczam, wywodów Pana Premiera, i chciałbym, aby te wywody dały krajowi ten spokój i pewność, które są potrzebne w tak ciężkich czasach.

 
Proponuję posty o podobnej tematyce:
RZĄD PREMIERA BARTLA
PARLAMENT
OPOZYCJA ANTYSANACYJNA
KONIUNKTURA GOSPODARCZA
Ponadto polecam korzystanie ze stale uzupełnianych indeksów:
ALFABETYCZNY INDEKS OSOBOWY
ALFABETYCZNY INDEKS MIEJSCOWOŚCI
MIEJSCOWOŚCI – UKŁAD WOJEWÓDZKI
INDEKS PAŃSTW
KALENDARIUM




Sfery gospodarcze u Premiera BARTLA w sprawie podatków

Niedziela, 13 stycznia



13 stycznia w sali głównej Prezydium Rady Ministrów odbyło się zebranie dyskusyjne reprezentantów sfer gospodarczych z całego kraju, którzy przybyli na zaproszenie Pana Prezesa Rady Ministrów prof. Kazimierza BARTLA w liczbie około 100 osób. Na zebraniu obecni byli także przedstawiciele klubu sejmowego BBWR z posłem płk Walerym SŁAWKIEM.
Po zagajeniu przez Pana Premiera – Minister Skarbu Gabriel CZECHOWICZ przedstawił szczegółowo zagadnienia reformy systemu podatkowego ze szczególnym uwzględnieniem podatków bezpośrednich.
Następnie wygłosili referaty: mecenas CHOROMAŃSKI o kwestii reformy podatku majątkowego, prezes Związku Ziemian senator Jan STECKI o podatku gruntowym i prezes Izby Przemysłowo – Handlowej Czesław KLARNER o podatku obrotowym. Ponadto w dyskusji przemawiali panowie: BRUN, prezes Seweryn SAMULSKI, były senator, prezes Centralnego Związku Kupców Adolf TRUSKIER, poseł Wacław WIŚLICKI, prezes MARKIEWICZ, prezes tomaszowskiej Fabryki Sztucznego Jedwabiu Feliks WIŚLICKI, prezes Związku Przemysłu włókienniczego Marceli BARCIŃSKI, poseł Józef SANOJCA i prezes „Lewiatana” Andrzej WIERZBICKI.
O problemach stawianych przez dyskutantów mówił obszernie Pan Minister CZECHOWICZ. Zebranie zakończył Pan Premier, reasumując poglądy Rządu na omawiane sprawy i dziękując za udział w konferencji.

Numery posła Józefa Sanojcy

Poniedziałek, 4 lutego

 
Do właściwego klimatu twórczej dyskusji budżetowej sprowadza nas taki na przykład incydent z posiedzenia 44 w dniu 4 lutego 1929 r.

Wicemarszałek Jan WOŹNICKI:
Wznawiam posiedzenie. Pan prezes Komisji Budżetowej poseł BYRKA prosi o głos.

Poseł Władysław BYRKA:
Wysoki Sejmie ! Przed południem zostało Panom rozdane sprawozdanie Komisji Budżetowej, druk nr 400 cz. 16 – Ministerstwo Reform Rolnych. Jako przewodniczący Komisji Budżetowej muszę skonstatować:
  • sprawozdanie to nie odzwierciedla zapatrywań większości komisji i nie może być uważane jako sprawozdanie obiektywne o stanowisku Komisji Budżetowej do preliminarza Ministerstwa Reform Rolnych, ale raczej ma charakter pisma polemicznego o charakterze wybitnie agitacyjnym; (Głos na lewicy: A to partyjniak Ten Sanojca !);
  • sprawozdanie to nie zostało mi przedłożone do przejrzenia i przeczytania i podpis mój na tym sprawozdaniu został umieszczony bez mojej wiedzy(Głos: I Pana Doktora potrafił nabrać.);
  • mam wrażenie, że sprawozdanie to polega na nieporozumieniu ze strony posła referenta, które to nieporozumienie powstało, zdaje się, z tego powodu, że referent podczas obrad Komisji Budżetowej nad tym preliminarzem był tylko bardzo krótko obecny na Komisji (Głos: Drągiem go!) i po wygłoszeniu swego referatu przez dalszy ciąg obrad jak podczas traktowania preliminarza w trzecim czytaniu nie był obecny.
    Ponieważ sprawozdanie to zawiera szereg inwektyw, które już scharakteryzowałem jako inwektywy o charakterze agitacyjnym, dlatego ośmielam się zwrócić do pana Marszałka z prośbą o łaskawe zarządzenie, a przynajmniej o rozważenie, czyby nie należało tego sprawozdania wycofać i zarządzić nowy nakład z opuszczeniem tych fragmentów, które z rzeczowym traktowaniem preliminarza budżetowego nic wspólnego nie mają.

Wicemarszałek WOŹNICKI:
Oświadczenie Pana Prezesa musi być dla prezydium Izby na tyle miarodajne, że prezydium weźmie je pod rozwagę.

Należy tutaj zaznaczyć, że zarówno prezes Komisji Budżetowej poseł Władysław BYRKA, jak i znany z różnorodnych, barwnych wystąpień poseł Józef SANOJCA należeli do tego samego klubu BBWR.

Proponuję posty o podobnej tematyce:
PARLAMENT
BBWR
Ponadto polecam korzystanie ze stale uzupełnianych indeksów:
ALFABETYCZNY INDEKS OSOBOWY
ALFABETYCZNY INDEKS MIEJSCOWOŚCI
MIEJSCOWOŚCI – UKŁAD WOJEWÓDZKI
INDEKS PAŃSTW
KALENDARIUM

Jak poseł Sanojca za nos posła Byrkę wodził

Poniedziałek, 4 lutego


Do właściwego klimatu twórczej dyskusji budżetowej sprowadza nas taki na przykład incydent z posiedzenia 44 w dniu 4 lutego 1929 r.

Wicemarszałek Jan WOŹNICKI:
Wznawiam posiedzenie. Pan prezes Komisji Budżetowej poseł BYRKA prosi o głos.

Poseł Władysław BYRKA:
Wysoki Sejmie ! Przed południem zostało Panom rozdane sprawozdanie Komisji Budżetowej, druk nr 400 cz. 16 – Ministerstwo Reform Rolnych. Jako przewodniczący Komisji Budżetowej muszę skonstatować:
  • sprawozdanie to nie odzwierciedla zapatrywań większości komisji i nie może być uważane jako sprawozdanie obiektywne o stanowisku Komisji Budżetowej do preliminarza Ministerstwa Reform Rolnych, ale raczej ma charakter pisma polemicznego o charakterze wybitnie agitacyjnym; (Głos na lewicy: A to partyjniak Ten Sanojca !);
  • sprawozdanie to nie zostało mi przedłożone do przejrzenia i przeczytania i podpis mój na tym sprawozdaniu został umieszczony bez mojej wiedzy (Głos: I Pana Doktora potrafił nabrać.);
  • mam wrażenie, że sprawozdanie to polega na nieporozumieniu ze strony posła referenta, które to nieporozumienie powstało, zdaje się, z tego powodu, że referent podczas obrad Komisji Budżetowej nad tym preliminarzem był tylko bardzo krótko obecny na Komisji (Głos: Drągiem go!) i po wygłoszeniu swego referatu przez dalszy ciąg obrad jak podczas traktowania preliminarza w trzecim czytaniu nie był obecny.
    Ponieważ sprawozdanie to zawiera szereg inwektyw, które już scharakteryzowałem jako inwektywy o charakterze agitacyjnym, dlatego ośmielam się zwrócić do pana Marszałka z prośbą o łaskawe zarządzenie, a przynajmniej o rozważenie, czyby nie należało tego sprawozdania wycofać i zarządzić nowy nakład z opuszczeniem tych fragmentów, które z rzeczowym traktowaniem preliminarza budżetowego nic wspólnego nie mają.

Wicemarszałek WOŹNICKI:
Oświadczenie Pana Prezesa musi być dla prezydium Izby na tyle miarodajne, że prezydium weźmie je pod rozwagę.

Należy tutaj zaznaczyć, że zarówno prezes Komisji Budżetowej poseł Władysław BYRKA, jak i znany z różnorodnych, barwnych wystąpień poseł Józef SANOJCA należeli do tego samego klubu BBWR.

 
Proponuję posty o podobnej tematyce:
PARLAMENT
OPOZYCJA ANTYSANACYJNA
Ponadto polecam korzystanie ze stale uzupełnianych indeksów:
ALFABETYCZNY INDEKS OSOBOWY
ALFABETYCZNY INDEKS MIEJSCOWOŚCI
MIEJSCOWOŚCI – UKŁAD WOJEWÓDZKI
INDEKS PAŃSTW
KALENDARIUM



Poseł RÓG z PSL Wyzwolenie w debacie o votum nieufności

62 posiedzenie Sejmu, 5 grudnia 1929 r. Dyskusja nad preliminarzem budżetowym (formalnie), a w rzeczywistości przygotowanie się do wniosku o votum nieufności wobec rządu Kazimierza ŚWITALSKIEGO. Przedstawiane są stanowiska Klubów. Po Mieczysławie NIEDZIAŁKOWSKIM z Polskiej Partii Socjalistycznej
12-05 Niezborne przemówienie posła NIEDZIAŁKOWSKIEGO na sesji „budżetowej”
 
 na mównicę wszedł
 
Poseł Michał RÓG (PSL 'Wyzwolenie”)

Wysoka Izbo ! Bez złości, bez nienawiści (Poseł Józef SANOJCA przerywa.)

Marszałek: Panie Pośle, proszę nie przerywać mówcy, który dopiero co rozpoczął przemówienie.

Poseł Michał RÓG: …. bez obelg w czyjąkolwiek stronę stwierdzić trzeba, że atmosfera polityczna w Polsce jest w najwyższym stopniu nienormalna i dla Państwa szkodliwa. Przyznają to już nawet coraz liczniejsi, dotychczas bardzo pogodni, optymiści z obozu rządowego, pisząc, że w takiej atmosferze niepodobna załatwić najważniejszych spraw państwowych, jak zmiana Konstytucji, jak zmiana ciążącego kamieniem na ludności systemu podatkowego, jak sprawa umów międzynarodowych, sprawa pożyczki i t. d.
Jakie są przyczyny, że ta atmosfera jest taka ? Sadzę, że nikt nie zakwestionuje twierdzenia, iż główną przyczyną, a nawet jedyną, jest stosunek władzy wykonawczej do władzy ustawodawczej, stosunek, który nie ma dla siebie przykładu w żadnym państwie konstytucyjnym na świecie (Głos na lewicy: Meksyk.). Jest rzeczą bezsporną, że w Państwie konstytucyjnym i parlamentarnym musi istnieć władza ustawodawcza, powołana nie tylko do uchwalania ustaw, ale i do kontrolowania rządu. Dopóki na miejsce tej istniejącej władzy ustawodawczej nie zbuduje się innego systemu prawodawczego, dopóty, jeżeli nie chce się wtrącić Państwa w stan anarchii, istniejąca władza ustawodawcza musi być szanowana. Tak jest na całym świecie, tylko nie w Polsce. W Polsce władza wykonawcza uważa za jedno z najgłówniejszych swych zadań poniżanie autorytetu władzy ustawodawczej.
Stwierdzić trzeba, że walka z Sejmem, z przedstawicielami narodu jest prowadzona bez przebierania w środkach: nie pozwala się Sejmowi pracować i nie rozwiązuje się go. Tak było za poprzedniego Sejmu, tak jest i z obecnym Sejmem. Gdy za obrazę, często mimowolną, często urojoną, najmniejszego nawet urzędnika obywatele i gazety są karani, to za obrzucanie błotem najwyższej władzy ustawodawczej, przedstawicielstwa narodu, nikt nie jest pociągany do odpowiedzialności. A nic dziwnego, jeżeli dochodzi nawet do tego, że obelgę rzuconą w twarz urzędującemu Marszałkowi Sejmu podpisuje urzędujący Minister Spraw Wewnętrznych (Poseł Jan STAŃCZYK (PPS): Dżentelmeni w mundurach generalskich ! Nowa arystokracja moralna !)
Do czego się dąży w tej walce z Sejmem ? Czy do dyktatury ? Niech mi wolno będzie z tej trybuny przypomnieć słowa, które po wypadkach majowych w 1926 r. wypowiedział Pan Marszałek PIŁSUDSKI, tłumacząc, dlaczego zachował Sejm i nie ogłosił się dyktatorem. Mianowicie powiedział: Zrobiłem to dlatego, żeby odzwyczajono się u nas w Polsce zwalać spokojnie wszystko na jednego człowieka, bez dawania codziennej solidnej pracy wielkiej ilości ludzi, niezbędnej dla zreformowania przyzwyczajeń, tak silnie zresztą krytykowanych w aparacie państwowym (Głos na ławach BBWR: To wszystko jest jeszcze aktualne.)
To są słowa Marszałka Piłsudskiego, tłumaczącego dlaczego nie ogłosił się dyktatorem, ale w rzeczywistości przecież dla nikogo nie jest tajemnicą, że jest dyktatura w Polsce. Na papierze, proszę Panów, napisane jest, że Polska jest krajem konstytucyjno – parlamentarnym, ale to tylko na papierze. ( Wiemy o tym, że jest fikcją równowaga władz ustawodawczej i wykonawczej i sądowej. Wszystkie władze, wszystkie organizacje państwowe uzależnione są w mniejszej czy większej mierze od władz administracyjnych. W imię modnego obecnie hasła silnej władzy wykonawczej łamie się i niszczy samorządy, rozwiązuje się rady miejskie i gminne, nasyła się komisarzy i jakich komisarzy ! (Wesołość na ławach BBWR. Głosy: Tu Cię boli. Trzeba było zostawić to PUTKOWI.)
Rozwiązana została niedawno właśnie rada gminna, gdzie wójtem był Dr Józef PUTEK. (Głos na ławach BBWR: Cała Polska płacze, daj Pan spokój, znamy to). Na jego miejsce został mianowany człowiek, który był żandarmem austriackim i podczas wielkiej wojny denuncjował Dr Putka do austriackich władz wojskowych, jako polskiego patriotę. Tu jest ten dokument, w którym zawarta jest denuncjacja. Podane tu jest, że Józef Putek, uczeń 8 klasy gimnazjalnej, jest niebezpiecznym patriotą polskim. I ten denuncjator i żandarm zostaje mianowany komisarzem na miejsce posła Dr Putka w niepodległej Polsce (Wrzawa na ławach BBWR.)
To są rzeczy zatrważające. To nie ze stanowiska partyjnego, niech Panowie się zastanowią nad tym, co to w istocie znaczy i do czego dochodzi, jakich ludzi się powołuje, a przyznacie, że są to rzeczy niemożliwe. Jednocześnie tego samego dnia z Prezydium Rady Ministrów Dr Putek otrzymuje zaproszenie z Komisji dla usprawnienia administracji publicznej, żeby wygłosił referat (Oklaski na ławach lewicy. Głos na ławach Klubu Narodowego: A żandarma nie zapraszają ?)
Wysoka Izbo ! Hamuje się też inicjatywę i pęd ludności do pracy społecznej. Nadal uważa się Polskę za jakieś państwo dzieci, którymi rządzić mają wychowawcy bez pytania o wolę tych dzieci. Jak w epoce oświeconego absolutyzmu. Rząd uważa się za stojący ponad ludnością, za niepotrzebujący się liczyć z wolą ludności. Wychowuje się obywateli tak, aby stanowili bierną masę, posłuszną ślepo rozkazom: mają milczeć, płacić podatki i dawać rekruta. Sądzę, że w Polsce potrzebni są inni obywatele, którzy by umieli rozważać sprawy państwowe, wnikać w te sprawy i którzy by mieli poczucie odpowiedzialności za sprawy państwowe.
Fikcją jest też zagwarantowana przez Konstytucję wolność słowa mówionego i pisanego. Rozumiem, że muszą być granice wolności słowa, żeby wolność nie zmieniała się w rozwydrzenie i wyuzdanie. Ale niewola słowa prowadzi nieodmiennie do konspiracji, do zaniku uczuć obywatelskich, do walki podziemnej, co nigdy państwu na pożytek nie wychodzi. Tam, gdzie jest niewola słowa, musi się wytworzyć atmosfera, w której rodzą się plotki szkodliwe o ludziach rządzących i tak niestety jest w Polsce. (Głos na ławach BBWR: Wyrok sądu przedwczoraj.) Konfiskuje się niezależne pisma za wszelką silniejszą krytykę obecnego systemu rządzenia, a czasem konfiskuje się nie wiadomo za co. Na prowincji było skonfiskowane pismo za zamieszczenie listu Marszałka Sejmu do Prezydenta Rzeczypospolitej. (Gdzie to było ?). W Łodzi, ocenzurowano list Marszałka Sejmu i pousuwano słowa, które się nie podobały. (Głos: Niczym Sieroszewski.) To niedopuszczalne. Konfiskuje się pisma dla młodzieży włościańskiej i robotniczej za to, że te pisma jakoby zatruwają duszę młodzieży. Ale w tej dbałości o czystość duszy młodzieży nie konfiskuje się pism brukowych, zamieszczających szczegółowo opisy ohydnych zbrodni, nie konfiskuje się pism pornograficznych, nawet niemieckich, które są masami sprowadzane do Polski i sprzedawane w pobliżu szkół.
W ostatnich czasach władze administracyjne na prowincji i policja za jedno z najgłówniejszych swych zadań uważają rozbijanie wieców poselskich, a jednocześnie pisma sanacyjne nawet stwierdzają, że wzmaga się w Polsce przestępczość, coraz liczniejsze są wypadki bandytyzmu i kradzieży i w większości sprawcy uchodzą bezkarnie. Nic dziwnego, skoro policja zajęta jest rozpędzaniem wieców.
Tę atmosferę moralną wytwarzają przede wszystkim ludzie należący do czwartej brygady. (Głos na lawach BBWR: A to co innego.) Znam wielu takich gorliwców, którzy przed paru laty obrzucali błotem pewną osobę i nie mieli dość słów nienawiści dla niej, a obecnie nie mają miary w bałwochwalstwie. Dochodzi do tego, że niejako degraduje się Mickiewicza i Kościuszkę, zmienia się nazwy ulic, robi się rzeczy śmieszne. Na wytłumaczenie tych gorliwców jest jedna ważna rzecz, że ani Mickiewicz, ani Kościuszko już nikomu nie mogą dać posady. (Głos na lewicy: Nie mają już funduszu dyspozycyjnego.)
Jakie jest położenie gospodarcze ? Nie będę mówił o położeniu gospodarczym miast, zapewne uczynią to ich przedstawiciele. (Poseł Józef SANOJCA: Ach, endeki.) Jeżeli chodzi o położenie wsi, to sądzę, że wszyscy przyznają, iż jest ono ciężkie. (Głos na ławach BBWR: Ale Pan wie, że wszędzie jest to samo, nie tylko u nas.) Bardzo mię cieszy, że Pan to stwierdził. A proszę Panów, trzeba sobie przypomnieć, że jak się o tych rzeczach mówi, to zawsze się słyszy odpowiedź, że jest to demagogia. Gospodarzy rolnych w Polsce, posiadających ziemi do 2 ha, jest 1.108.000, do 2 ha (Poseł Władysław BYRKA: A przed majem było więcej ?) Zaraz powiem, Panie prezesie. Oczywiście, ten stan rzeczy nie jest spowodowany przez rządy pomajowe, ale nie dlatego to mówię, aby robić wyrzuty rządom pomajowym, tylko dlatego, aby rządy pomajowe zastanowiły się nad tą sytuacją. Jeżeli przyjąć na gospodarstwo 5 członków rodziny, to mamy około 6 mln ludzi, o których niepodobna powiedzieć, że żyją. Oni się męczą w okropnych warunkach materialnych. Gospodarstw od 2 do 5 ha jest 1.185.000. Jeżeli przyjąć znowu na gospodarstwo 5 osób, mamy drugie 6 mln ludzi, którzy żyją także w okropnych warunkach. Że taki stan jest, to nie wina Rządu, ale jest jego winą, że do tych nędzarzy wysyła egzekutorów podatkowych, do tych nędzarzy, którzy nie mogą żyć. Proszę się zastanowić, po wsiach gdzie nie ma żadnego zarobku, gdzie nie mówi się już o kupieniu odzieży, lecz nie ma nawet na najdrobniejsze wydatki, ściąga się podatki. Ci ludzie chcieliby gdzieś iść za zarobkiem. Kiedy rozeszła się niedawno wiadomość, że na Podlasiu w jednym z dworów zakładają fabrykę, to z kilku wsi naokoło ciągnęli ludzie, aby móc zarobić 3 zł na dzień, ciągnęli nie po jałmużnę, nie po zasiłek, ale po pracę.
Emigracja w Polsce jest taka: w roku 1923 wyszło 167.000 ludzi najlepszego, najdzielniejszego elementu. Wróciło z tego do kraju 55.000. W 1927 roku wyemigrowało 147.000, wróciło 80.000, czyli 67.000 pozostało na obczyźnie. (Poseł Walery SŁAWEK: Więc już więcej wraca.) Wyszłoby i 800.000 ludzi, tylko granice są zamknięte, jest kontyngent i do Niemiec, i do Danii i Francji. Kto by chciał wyjechać do Ameryki, to przy najlepszych warunkach może pojechać za 7 lat. Ludzie szli by wszędzie.
W takim położeniu nakłada się na tych ludzi podatki, ściąga się teraz z kilkumorgowych gospodarzy podatek dochodowy. (Poseł Jan SMOŁA: Wbrew ustawie.) I to nawet jest wbrew ustawie, a że egzekutorzy podatkowi dochodzą do nadzwyczajnej sprężystości, na dowód niech mi wolno odczytać parę listów, które koledzy posłowie otrzymali. Na przykład: „Po mojem wejściu do mieszkania przyszedł sekwestrator z policjantem i zażądał zapłacenia podatku. Oświadczyłem mu, że mogę dać 60 zł, w tym czasie przewrócił mnie na łóżko i zaczął dusić.” (Wesołość na ławach BBWR.) Drugi list: „Sekwestrator w obecności policjanta wykręcił mi rękę, drugą zaś rękę komendant posterunku, i wówczas po powaleniu mnie dokonali osobistej rewizji w portfelu i zabrali 210 złotych”. (Głos z ław BBWR: Z ilu morgów składał się jego majątek ?) Ściąga się nawet od takich, co mają 7 mórg.
Ludności na wsi w Polsce przybywa rocznie około 300.000. Gospodarstw nie przybywa. Reforma rolna jest wykonywana niesłychanie opieszale, jeżeli można w ogóle powiedzieć, że jest to reforma rolna. Zwracam uwagę na ten stan rzeczy i proszę, niech Panowie się zastanowią nad sytuacją i jakie będą następstwa tego stanu, jeżeli nie zreformuje się systemu podatkowego dla tych kilkumorgowych gospodarstw. (Głos na ławach BBWR: Od tego trzeba było zacząć mówić.)
Jednocześnie tej chłopskiej nędzy nie daje się oświaty w takim stopniu, jakby należało. W roku bieżącym szkolnym odeszło od bram szkolnych tysiące dzieci chłopskich i robotniczych i procent tych dzieci będzie się zwiększał, bo chociaż się buduje, ale są to budynki szkolne, których budowę zaczęto, ale mury niszczeją, bo się ich nie kończy.
Po tym wszystkim, co powiedziałem, jest rzeczą jasną, dlaczego razem z innymi stronnictwami demokratycznymi zgłaszamy votum nieufności dla Rządu.
Co do budżetu, będziemy go rozpatrywali w Komisji Budżetowej. Tutaj powiem ogólnie, że 3 miliardowy budżet jest ciężarem olbrzymim dla Państwa i powiem także, że trudno mieć zapał do rozpatrywania i układania tego budżetu, jeżeli są takie fakty, jak to, że Pan Minister Robót Publicznych gdzieś na Śląsku w przemówieniu publicznym powiedział, (Głos: W Poznaniu.) czy w Poznaniu, że Rząd wydał nie tylko tyle, ile mu zarzucają ponad budżet, ale znacznie więcej i gdyby tego nie zrobił, to jego zdaniem, ministrowie powinni być postawieni pod ścianę i rozstrzelani. Rozumiem, że minister związany ideowo z frakcją rewolucyjną, ma takie porywy rewolucyjne. W naszym stronnictwie radykalnym nie przewiduje się takiego załatwienia się z ministrem, żeby go stawiać pod ścianę. (Oklaski na lewicy. Wesołość.) Ale powtarzam, Frakcja Rewolucyjna i Minister z nią związany może te metody będą wprowadzać. Zaznaczam jednak, że w takich warunkach rozpatrywanie budżetu, kiedy się wie z góry, że tego budżetu nie będą się trzymać, że ten budżet nie będzie wykonany, nie można mieć wielkiego zapału do tej pracy.
Nawołują nas też do zmiany Konstytucji. Oświadczam, że jesteśmy gotowi z dobrą wiarą i wolą w Komisji Konstytucyjnej rozpatrywać wszystkie wnioski, zmierzające do zmiany Konstytucji. Żałujemy, że Rząd uniemożliwił tę pracę, nie pozwalając Sejmowi obradować. (Oklaski.) Bardzo możliwe, że ta praca zbliżałaby się już ku końcowi. Niestety, nie z naszej winy to się stało i zarzuty, jakobyśmy nie chcieli obradować nad zmianą Konstytucji musimy odeprzeć jako nieuzasadnione. Muszę także oświadczyć, że o ile jesteśmy gotowi z dobrą wiarą i wolą słuchać wszystkich argumentów, uzasadniających takie czy inne stanowisko, to jednak groźbami nikt nas nie zmusi do ustąpienia chociażby w najdrobniejszej sprawie (Oklaski.)
Na zakończenie mego przemówienia niech mi wolno będzie złożyć podziękowanie panu posłowi RADZIWIŁŁOWI i jego przyjaciołom politycznym za naukę, którą nam dają. Ja, syn chłopski, należę do stronnictwa chłopskiego „Wyzwolenie”, które tłumaczyło i tłumaczy chłopom, że nie wolno, chociażby była taka okazja, jak rok 1918 i 1920, przez gwałt fizyczny, przez zamach, przez przemoc odbierać obszarnikom ziemię, że droga do załatwienia tej sprawy prowadzi przez Sejm, przez przedstawicielstwo narodowe, jakkolwiek jest to dla ludu droga daleka. Tymczasem pan poseł Janusz RADZIWIŁŁ (BBWR) i jego przyjaciele polityczni, ludzie światli, z wielowiekową kulturą głoszą, że można, mając siłę do dyspozycji i kiedy jest okazja, przez zamach, przez gwałt wywłaszczać lud z praw politycznych, które posiada. Nie chcę się bawić w proroctwa, oświadczam jednak, że przyjdzie czas, w którym lud polski Panom to wasze stanowisko przypomni. (Oklaski na lewicy).

Proponuję posty o podobnej tematyce:
NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIA ROKU 1929
DYMISJA RZĄDU PREMIERA ŚWITALSKIEGO
OPOZYCJA ANTYSANACYJNA
PARLAMENT
PARTIE I STRONNICTWA POLITYCZNE
Ponadto polecam korzystanie ze stale uzupełnianych indeksów:
ALFABETYCZNY INDEKS OSOBOWY
ALFABETYCZNY INDEKS MIEJSCOWOŚCI
MIEJSCOWOŚCI – UKŁAD WOJEWÓDZKI
INDEKS PAŃSTW
KALENDARIUM

59 Posiedzenie Sejmu III część

Środa, 20 marca 

CZĘŚĆ DRUGA

 III część wystąpienia Posła Liebermana wnioskującego w sprawie postawienia Ministra Czechowicza przed Trybunał Stanu


     Poseł Herman Lieberman: Sejm stanął na tym stanowisku, że finansów Państwa i gospodarki skarbowej nie chce uczynić terenem walko politycznych i dlatego ufa Szefowi Rządu i jego słowom. Temu stanowisku chce Sejm pozostać wiernym i dlatego żąda, aby odpowiedzialność za ten stan bezprawia, za lekceważenie NIK, lekceważenia woli przedstawicielstwa narodowego, ponosił ten, kto w myśl ustawy do tego jest obowiązany.
      Proszę popatrzeć na ustawę skarbową. Każdy przepis mówi tylko o Ministrze Skarbu. W tej ustawie, w każdym przepisie złożono w ręce Ministra Skarbu olbrzymią władzę, prawdziwą dyktaturę. Tylko on ma prawo stanowić w dziedzinie gospodarki skarbowej, on tylko otwiera kredyty, bez jego woli żaden grosz nie może wyjść z kasy państwowej. Bez jego woli żaden minister nie może otrzymać tej kwoty, którą pragnie, albowiem on powiada: „otwieram kredyt”, a jeżeli powiada „otwieram kredyt”, to znaczy: „stwierdzam podstawę prawną”. „Ja, minister skarbu stwierdzam, że ten, kto ma otrzymać pieniądze z kasy państwowej, ma do tego prawo uzasadnione w ustawie”. Złożono w ręce Ministra Skarbu dyktaturę nie po to, żeby był wolnym i niezależnym od innych ministrów, od premiera i od Rady Ministrów, dla obrony praworządności finansowej przeciw wszystkim partyjnym uroszczeniom. W dyskusji nad tym budżetem, o który dziś chodzi, 25 stycznia 1927 r., w obecności Ministra Czechowicza, padły następujące słowa: „Pierwszym warunkiem jest, aby Minister Skarbu nie wstydził się tam, gdzie potrzeba szeroko zastosować postanowienia art. 5 ustawy skarbowej, która poleca wygotowanie planów miesięcznych, dostosowanych naturalnie do wpływów. Uważaliśmy za konieczne tę rzecz szczególnie podkreślić dlatego, że są niestety pewne objawy, które wskazują, że Minister Skarbu może nie dość energicznie w niektórych sprawach swoich praw bronił. Mamy przykład z ostatnich dni. Art. 5, obowiązujący obecnie w prowizorium, powiada, że wszystkie nowe wydatki, nie przewidziane w prowizorium, mogą być czynione tylko po uzyskaniu zgody w drodze ustawodawczej, to znaczy w drodze wystąpienia do Sejmu z przedłożeniem rządowym, żądającym dodatkowych kredytów. Zaś dodatek do tego artykułu powiada, że za ścisłe przestrzeganie tego przepisu są ministrowie osobiście odpowiedzialni. Jeżeli warunkiem zaufania i wewnętrznego i zewnętrznego Państwa jest budżet zrównoważony, to niemniej ważnym warunkiem zaufania jest rozszerzenie i ugruntowanie przekonania o praworządności gospodarki finansowej. To jest dziedzina życia państwowego, która nie znosi dyktatury politycznej. Jeżeliby można mówić o dyktaturze w tej dziedzinie, to chyba tylko o dyktaturze Ministra Skarbu.”
      Kto to powiedział ? Jeden z najznakomitszych znawców budżetu w naszej Izbie, prezes Komisji Budżetowej pan Władysław BYRKA. (Głos na ławach BBWR: Brawo, dać mu brawo.) Prezes Byrka mówiąc o tym, przypomniał także przykład z Austrii. Nie przypomniał tego faktu, zresztą dość znanego, że w Austrii cesarz Franciszek Józef za czasów półkonstytucji także żądał pozabudżetowych kredytów i wtedy minister skarbu BRUCK odpowiedział cesarzowi: „Boże wspieraj nam cesarza – ja go dłużej wspierać nie mogę” (Wesołość i oklaski.) i odmówił cesarzowi kredytów.
      Zgodnie z życzeniem pana Byrki, generalnego referenta tego budżetu, o którym dziś mowa, uchwalono dla Ministra Skarbu dyktaturę skarbową w ustawie z 22 marca. Ale co zrobił Minister Czechowicz z tą dyktaturą ? Przekreślił ją. Był potulnym, usłużnym wykonawcą woli innych ministrów. (Poseł Sanojca: Marszałka Piłsudskiego.) i jak z jego listów wynika, kiedy te kredyty wzrosły do olbrzymiej sumy i sumienie mu nakazywało pójść do Sejmu, aby żądać legalizacji, wtedy zamiast stanąć na gruncie ustawy, która mu drogę do Sejmu otwierała, poddał się woli Premiera, który mu drogę do Sejmu zamknął. (Poseł Sanojca: Tu jest winowajca.) To jest wielkie przewinienie Ministra Skarbu. Można być miękkim, wdzięcznym, usłużnym, potulnym, gdy chodzi o stosunki osobiste, ale tam, gdzie chodzi o sprawę publiczną i o pieniądze, składane przez miliony obywateli do kas państwowych, nie wolno ministrowi skarbu przemieniać się w urzędnika kasowego Pana Premiera, albo w sierżanta rachunkowego batalionu. (Oklaski na ławach polskiej lewicy i Klubu Narodowego.)
      Minister Skarbu w swoim oświadczeniu skarżył się na to, żeśmy nie byli wobec poprzednich ministrów tak bezwzględni, jak wobec niego.
      Otóż Panowie ! Zapytuję się Pana Ministra Czechowicza, czy on był względnym dla przedstawicielstwa narodowego ? Który z poprzednich ministrów w tak bezwzględny sposób lekceważył i ignorował NIK, która jest organem Sejmu ? Który z poprzednich ministrów zapowiadał w marcu, że wniesie ustawę, i przez cały rok jej nie wnosił, nie usprawiedliwiając tej zwłoki, nie wyjaśniając przyczyn, z jakich ona nastąpiła ? Który z poprzednich ministrów przekroczył budżet o tak olbrzymia sumę 566 milionów. (Poseł Karol POLAKIEWICZ: Nie mógł przekroczyć, bo nie miał z czego. Głos: Z pustego nie naleje. Poseł Sanojca: Najlepszym ministrem był Władysław KUCHARSKI.)
      Skoro o poprzednich ministrach mowa, to służę Panom. Budżet pierwszy przez Sejm w Polsce uchwalony w roku 1924. Już przed upływem okresu budżetowego, mianowicie 21 października, ówczesny minister skarbu Władysław GRABSKI wystąpił do Sejmu z żądaniem udzielenia mu kredytów dodatkowych na ponad 124 miliony. Wystąpił więc przed upływem okresu budżetowego. W tym przedłożeniu, wszystko było szczegółowo wymienione i uzasadnione. (Poseł Sanojca: I uchwalone.) Dnia 8 lutego 1925, w dwa miesiące po upływie okresu budżetowego, pan Grabski wystąpił z ponownym żądaniem podwyższenia kredytów dodatkowych o 43 miliony. (Poseł Sanojca: Specjalista od przedkładania kredytów.) Pan się przekona, że i Czechowicz był specjalistą. (Poseł Sanojca: Ale Grabski był lepszy. Poseł Jan STAŃCZYK: Ten Sanojca – to lokajczyk, aż wstyd.)

Marszałek: Proszę o spokój. Czyż można w ten sposób traktować najpoważniejszą sprawę ? (Głos na ławach BBWR:To referent niepoważnie ją traktuje.)

      Poseł Lieberman: Proszę Panów, 18 lutego 1925 zażądał pan Grabski jeszcze uchwalenia dodatkowych 43 milionów i wtedy referent na posiedzenia 10 czerwca 1925 powiedział: „musimy tu ustalić, że ustawy o nowych kredytach nie mogą być wnoszone po zamknięciu okresu budżetowego i dlatego myślę, że nie spotkam się ze sprzeciwem w tej Izbie, jeżeli oświadczę, że tego rodzaju fakt miał miejsce po raz pierwszy i, mam nadzieję, po raz ostatni. Na tego rodzaju sposób uzyskiwania kredytów nowych ani Komisja Budżetowa, ani Sejm w przyszłości zgodzić się nie może”. (Poseł Sanojca: Czechowicz też po raz pierwszy.) Uchwalono wtedy te 43 miliony ze względu na specjalne i wyjątkowe okoliczności gospodarki budżetowej w pierwszym roku zatwierdzonego budżetu, ze względu na to, że budżet był układany w złotych obliczeniowych, przy czym ustalono, iż referent to wyraźnie za zgodą całej Izby powiedział, że nie ma wydatków bez ustawy. To było w czerwcu 1925. Od tego dnia Ministrowie Skarbu ściśle przestrzegali tej zasady, że przedłożenie o kredytach dodatkowych musi być wnoszone przed upływem okresu budżetowego.
      I tak pierwszy zaraz ten sam Grabski w tym samym roku wystąpił o powiększenie o 3.950.000 zł przed upływem okresu budżetowego. Tak samo pan Jerzy ZDZIECHOWSKI. Potem przyszedł przewrót majowy. Pierwszy Minister Czesław KLARNER zażądał kredytów dodatkowych na dwadzieścia kilka milionów przed upływem okresu budżetowego. Potem pan Minister Czechowicz, przedkładając prowizorium na następny kwartał od 1 stycznia do 1 kwietnia 1927, dnia 7 grudnia 1926 już żądał dodatkowych kredytów za ostatni kwartał 1926, w kwocie 39 milionów i uzasadniał, dlaczego to czyni, wymienił każdą pozycję, usprawiedliwiając się nagłą i nieprzewidzianą potrzebą, po czym powiedział tak w uzasadnieniu: „Zarządzenie w sprawie otwarcia kredytów nowych zostanie oczywiście wydane dopiero po przyzwoleniu przez izby ustawodawcze objętych artykułem kredytów.” Uważał to za oczywiste, że najprzód musi być przyzwolenie ustawodawcze, a potem dopiero zarządzenie wydania dotyczącej sumy.
Otóż widzimy, że nie było powodu, o ile chodzi o przedłożenia dodatkowych kredytów, do bezwzględności ani wobec pana Grabskiego, ani wobec pana Klarnera, ani wobec i samego pana Czechowicza, kiedy spełniał obowiązek ustawowy.

Ciag dalszy ...