Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seweryn Czetwertyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seweryn Czetwertyński. Pokaż wszystkie posty

Sejm III kadencji wybiera wicemarszałków oraz sekretarzy. BBWR bojkotuje wybory

28 marca 1928 r. na drugim posiedzeniu Sejmu III kadencji dokonano wyboru wicemarszałków oraz sekretarzy. W pierwszych rundach głosowania wybrani zostali (w kolejności zgodnej z ilością otrzymanych głosów):
na wicemarszałków Sejmu:
Jan WOŹNICKI („Wyzwolenie”);
Jan DĄBSKI (Stronnictwo Chłopskie);
Seweryn CZETWERTYŃSKI (Klub Narodowy – Endecja);
Włodzimierz ZAHAJKIEWICZ (Klub Ukraińsko – Białoruski).
W głosowaniu odrzucono kandydatury posłów Ozjasza THONA (Klub Żydowski) oraz Jana DĘBSKIEGO („Piast”). Klub BBWR na znak protestu przeciwko niewybraniu jej kandydata Kazimierza BARTLA na stanowisko Marszałka Sejmu zbojkotował głosowanie.
Na sekretarzy Sejmu wybrani zostali:
Franciszek URBAŃSKI (Chrześcijańska Demokracja);
Michał RÓG („Wyzwolenie”);
Władysław FIJAŁKOWSKI (Stronnictwo Chłopskie);
Henryk ROSMARIN (Koło Żydowskie);
Jan KORNECKI (Klub Narodowy);
Dymitr ŁADYKA (Ukraińska Socjalistyczna Reprezentacja Radykalna);
Jakub KARAU (Niemiecki Klub Parlamentarny).

 
Proponuję posty o podobnej tematyce:
PARLAMENT
BBWR
Ponadto polecam korzystanie ze stale uzupełnianych indeksów:
ALFABETYCZNY INDEKS OSOBOWY
MIEJSCOWOŚCI – UKŁAD WOJEWÓDZKI
ALFABETYCZNY INDEKS MIEJSCOWOŚCI
INDEKS PAŃSTW
KALENDARIUM
INDEKS RZECZOWY

Jak Marszałek o budżecie wojskowym konkretnie przekonywał; o przysposobieniu wojskowym z wielką rezerwą

WARSZAWA, 15 grudnia 1926 R.

Przemówienie na posiedzeniu sejmowej komisji budżetowej

Poruszono tu sprawę stosunku Korpusu Kontrolerów Ministerstwa Spraw Wojskowych do kontroli państwowej. Nie pisałem ustawy o tej kontroli, zresztą cała kontrola tyczy się roku 1925, co mnie obchodzi inaczej, niż panów. Mnie w kontroli za r. 1925 obchodziła tylko kwestia, dlaczego ja mam być obciążony deficytem 65 milionów, co stanowi poważną ujmę w całej gospodarce wojskowej.
Poruszę dwie rzeczy najważniejsze. Pierwszą jest budżet wojskowy i sposób wydatkowania miesięczny w porównaniu z budżetem, pisanym na rok, a nawet na pięć lat, jak niektórzy panowie twierdzili. Okazuje się zawsze taka dzika sprzeczność, gdy wydatki miesięczne porówna się z jakimkolwiek planem rocznym, a cóż dopiero pięcioletnim, że wydaje mi się po prostu fikcją trzymanie się jakiegokolwiek planu.
Nieraz w dyskusjach zwracałem uwagę na to, że należałoby dojść chociaż do kwartalnego obliczenia, a nie mieć całej biedy, związanej z wydatkami miesięcznymi. Jeżeli na innych resortach nie odbija się to tak silnie, jak na wojskowym, to jest wynikiem tej prawdy niezbitej, że inne mają przeważnie tylko gaże, gdy wojsko ma bardzo skomplikowaną gospodarkę, związaną z wyżywieniem, ubraniem, mieszkaniem ludzi. Ta gospodarka cierpi bardzo, gdy musimy się liczyć tylko w wydatkami miesięcznymi.
Dzięki poprawieniu się ogólnej sytuacji finansowej wojsko teraz mniej cierpi. Jak referent podniósł, przy teraźniejszej gospodarce znacznie mniejsza ilość pieniędzy zostaje dla skarbu z tytułu niewydania. Dzieje się to dlatego, że wydałem rozkaz wydawać wszystko, choćby na złość, żeby nie oddawać skarbowi z powrotem, a po drugie dlatego, że ogólna sytuacja finansowa się poprawiła i można liczyć choć nie na pewno, że miesięczny wydatek będzie przynajmniej taki sam, jak poprzedniego miesiąca.
Jest to nieszczęściem całego naszego budżetowania, a zwłaszcza nieszczęściem dla wojska, że budżet roczny staje się zwykle fikcyjnym, gdyż trudno sobie powiedzieć zawczasu, jak za 12 miesięcy będzie wyglądał odcinek miesięczny. Ja twierdziłem zawsze, że z ogólnego planu budżetowego zostają tylko jakieś urywki ogólne, jakieś ogólne prawdy, które jednak nie są dostatecznymi wytycznymi dla trzymania się ścisłego nawet budżetu rocznego, a cóż dopiero jakichś planów na dalszą metę. Jest to ogólna nasza wada, wprowadzona nie przez rząd, który ja reprezentuję, ale, zdaje mi się, że to był poseł Jerzy MICHALSKI. Pan dostatecznie działał przeciw wojsku, ja się temu przyglądałem. Ale zostało to odziedziczone przez nasz rząd i stanowi jedno z przekleństw gospodarki wojskowej. Jeżeli dodamy do tego stały, nagły wzrost cen, który czyni każdy budżet nierealnym, to musicie panowie przyznać, że nie znajdziecie żadnego administratora, który by nie był zmuszony do ciągłego łatania sytuacji.
Jeżeli np. weźmiemy budownictwo, to jest ono po prostu klęską, gdyż żaden inżynier ani budowniczy nie może budować domu, nie będąc pewnym, czy nazajutrz nie zatrzyma roboty. Wskutek obcinania oszczędnościowego rozmaitych budżetów cierpi specjalnie budownictwo. Dlatego nie ma dziś mowy o jakimś planie budowniczym dla żadnego działu. Byłoby to fikcją, o której można pisać i mówić, ale której nie można wykonać. Dlatego mamy gmachy, podprowadzone pod dach, które jednak stoją niedokończone, staja się ruiną, wskutek deszczów i śniegów procent ich wartości coraz bardziej maleje.
Przy takim nieszczęsnym budżetowaniu odbija się to szczególnie na funkcjach wojskowych. Zawsze krytycznie odnoszę się do administracji wojskowej, ale muszę uwzględnić te trudności, które mają ci ludzie, zmuszeni wykręcać się, jak piskorz, z nieszczęścia miesięcznych budżetów, a tym bardziej, proszę księcia, nie można się trzymać planów pięcioletnich.
Historia pracy wojskowej uczy, że system oszczędnościowy, który był czy to skutkiem inflacji czy drożyzny, dotykał głównie 3 rzeczy: budownictwa, które obcinano, koni, które stanowią najdroższy element w wojsku dla przekarmienia, a których liczby zmniejszono bardzo znacznie, a wreszcie rezerwy zaopatrzenia, a to dlatego, że była umieszczona w nadzwyczajnych wydatkach.
Ja kazałem to pomieścić w wydatkach zwyczajnych dla uniknięcia ścinania w mechaniczny sposób. Chcę jednak powiedzieć w sprawie rezerwy zaopatrzenia, że mam tu pewne specjalne wahania i wątpliwości, czy ta rezerwa jest głównym momentem, który nam jest potrzebny, jeżeli ją pojmiemy w ten sposób, że magazyny powinny być zapełnione, a obliczone w stosunku do rozbudowy wojska na 10 czy 12 lat naprzód.
Już kiedy pracowałem na placu Saskim, z pewnym sceptycyzmem patrzałem na usilne starania zrobienia planu na szereg lat w stosunku do wojska, nie dlatego, że to się tyczy Polski, ale dlatego, że sposób prowadzenia wojsk w ogóle musi podlegać rewizji. Poród nowych koncepcji jest bardzo ciężki i powolny, a tymczasem obciążenie teoretyczne dąży do tego, aby wojsko budować na wzór tego, co było przed r. 1914, i to nie tylko dlatego, że ten wzór istnieje jeszcze i myśmy się do niego przyzwyczaili, ale i z tego powodu, że we wszystkich państwach, także i u nas, wielkim ciężarem jest masa oficerów, którzy do czego innego nie są zdatni, jak do pracy według wzorów sprzed r. 1914, i którzy ciążą na budżecie w bardzo silny sposób. Tak samo dzieje się u naszego sąsiada zachodniego i we Francji, a najmniej może w Anglii, która umiała z tego wybrnąć cesarskimi cieciami.
Nowy system rodzi się bardzo powoli. Podniesiono tu sytuację polityczną, na którą ja zapatruję się nie tak pesymistycznie, jak panowie. Ale faktem jest, że wojsko dotąd nie zostało skasowane i wszędzie istnieje, a wiec tym bardziej powinno istnieć i w Polsce, która przez nikogo nie jest gwarantowana i w wielkiej części jest pozostawiona samej sobie. Przeróbka pracy wojskowej nie da się dokonać w sposób taki, jaki proponował poseł Herman LIEBERMAN, który mógł spokojnie powiedzieć, że nasz budżet wojskowy jest zbyt jednostronny i powinien uwzględnić także mobilizację moralną i materialną całego narodu na wypadek wojny i dlatego należy budżet wojskowy zmniejszyć. Tak patrzeć na pracę wojska nie wolno, dopóki się ma wojsko. Co innego, jak wojsko się usuwa. Dopóki istnieje, trzeba się starać, aby było jako tako dobre, i wtedy trzeba na wojsko płacić.
Wiec sadziłem, że rezerwa zaopatrzenia, to jest zapełnienie magazynów, które by zaopatrywały armię w dostateczne ilości w razie wybuchu wojny, lecz przy tej sumie doświadczeń, które zostały zrobione do dzisiejszego dnia, nie da się tego nigdy osiągnąć bez nagłego wkładu większych pieniędzy. Dlatego też szukałem sposobu przerzucenia ciężaru na inne prace, zabezpieczające pod tym względem przynajmniej pierwsze dnie jakiegoś konfliktu zbrojnego, do którego byśmy przez nieszczęście może kiedykolwiek doszli. W stosunku do rezerwy zaopatrzenia odnoszę się nieco bardziej sceptycznie, niż poprzednio, ze względu na doświadczenia tylu lat, gdyż zawsze je obcinano i rezerwa ta była kozłem ofiarnym, nad którym znęcali się panowie, a także z musu ten czy inny minister spraw wojskowych. Gdyby panowie się zgodzili na zdanie posła Seweryna CZETWERTYŃSKIEGO, aby to nie podlegało „virement” na następny rok, nie mam nic przeciwko temu, sądzę jednak, że można mieć pewne zastrzeżenia. Jakbym bardziej kładł nacisk n uzbrojenie, które wymaga także bardzo znacznych wkładów pieniężnych, jeżeli mamy być lepiej przygotowani.
Drugą rzeczą, którą chciałbym poruszyć, jest administracja. Poseł Karol POLAKIEWICZ żądał wprowadzenia etatów, dlatego, że obiecał to gen. Kazimierz SOSNKOWSKI, a poseł Lieberman mówił to samo, powołując się na gen. Lucjana ŻELIGOWSKIEGO. Skarżyli się oni na przerost administracji w porównaniu z wartością samego obiektu, którym się administruje. Jest to niewątpliwie jedna z największych bolączek naszej armii. Otóż muszę powiedzieć, że przerost administracji jest cechą charakterystyczną wszystkiego, co robią Polacy. Wszędzie administracja zjada dochody przedsiębiorstw nawet prywatnych. Jest to również chorobą naszego wojska. Dla usprawiedliwienia siebie powiem, że, niestety, jestem obciążony dziedzicznie bardzo silnie. Dźwigam na sobie prace nie tylko wojska polskiego, ale i prace Józefa II i Katarzyny II, jako dziedzicznie obciążony zwyczajami, pod tym względem bardzo odległymi. Jednym z największych kłopotów wojska jest obecnie rozmieszczenie oficerów tzw. administracyjnych, których liczba rośnie wskutek dyskwalifikacji oficerów do pracy liniowej. Są to nie tylko ludzie ranni lub kontuzjowani, ale mnóstwo nieużytków wojskowych, któreś my w siebie wchłonęli podczas szybkiego tworzenia wojska w latach 1919 i 1920 w tak wielkiej liczbie, że stało się to prawdziwym ciężarem dla wojska.
Powróciwszy do armii, zastałem w niej wielu ludzi zdyskwalifikowanych, ludzi, którzy brali pensje, nic nie robili i siedzieli u sienie w majątkach, oraz administrację większą, niż zostawiłem. Jestem znany w armii z zaciekłej walki z przerostem administracji i zarzutu, abym się do niego przychylał, zrobić mi chyba nie można. Jestem zwolennikiem rzucania człowieka na głęboka wodę – niech sobie radzi, a jak nie poradzi, to utonie. Panowie zaś właśnie waszymi prawami nie dajecie mu utonąć, robicie sztuczne pęcherze i ja walczę z tymi prawami, które nie dają utonąć wszelkim niedołęgom.
Bywały wypadki, że ktoś, wydalony ze służby za nadużycia, stawał się przedmiotem zazdrości tych, którzy zostawali, bo nie umieli czy nie zdążyli zrobić nadużyć. Dzieje się to wszystko na podstawie praw, przez panów uchwalonych. Jeśli ktoś poda się do dymisji, co często uważam za szczęście, to emeryturę płaci minister skarbu. Płacimy emerytury nie tylko za polską służbę, ale i za służby dawniejsze każdemu, kto się zgłosi. Jestem zwolennikiem skrócenia administracji, lecz jeśli panowie sadzicie, że przy tych prawach, któreście uchwalili, jest to możliwe w szybkim czasie, to się grubo mylicie.
Podniesiono tu sprawę ryczałtowej gospodarki. Dała ona dużą oszczędność i możność wybrnięcia po nagłym i ogromnym obcięciu budżetu za ministra ŻELIGOWSKIEGO. Biedny gen. Żeligowski nie mógł sobie dać rady z sytuacją, wówczas powstałą, a to obcięcie jest też zasługą panów. Minister Żeligowski był tu, mówiąc po rosyjsku, „biez winy winowat”. Takie sytuacje zmuszają później do łatania.
Administracja – to nie tylko praca oficerów nieliniowych, ale i żołnierzy. Procent ludzi, zatrudniony w administracji, w porównaniu z zatrudnionymi w wyszkoleniu żołnierza, wzrasta stale. Dzieje się to niejednokrotnie również skutkiem niemożności przekroczenia praw, wydanych przez panów. Dowódcy ambicjonują się do pracy gospodarczej i administracyjnej i często z tego punktu widzenia bywają też oceniani, choć rzadko dobry administrator jest jednocześnie dobrym dowódcą wojskowym. Czy uda mi się zadowolić nie tylko panów, ale i siebie, o co mi zawsze idzie, w walce w przerostem administracji, i postawić wojsko wyżej, niż inne działy – nie wiem, bądźcie jednak panowie pewni, że dołożę wszelkich starań, aby wojsko wyprzedziło pod tym względem wszystkich innych.
Dążenie do skrócenia służby wojskowej jest zjawiskiem stałym na świecie. Wybuch wojny zastał we wszystkich państwach, z wyjątkiem Rosji i Francji, dwuletnią służbę wojskową. U nas – zwracam uwagę panów na materiał wojskowy, jakim rozporządzamy. Polski żołnierz uczy się wojenki bardzo szybko, lecz nigdy dokładnie. Jest trochę lekkomyślny i łatwo przechodzi do porządku nad swymi obowiązkami. Białorusin i Rusin uczy się znacznie trudniej, lecz jest dokładniejszy, niektórzy oficerowie specjalnie cenili sobie ten materiał. Dla naszego więc żołnierza skrócenie służby wojskowej nie jest pożyteczne. Zmuszenie żołnierza do powtórzenia pewnych ćwiczeń więcej razy mechanicznie przyzwyczaja do dokładności.
Drugi wzgląd – to wielka ilość analfabetów. Gdy żołnierz przejdzie już szkołę, będzie to wielka ulga, lecz póki procent analfabetów jest tak wielki, trudność skrócenia służby jest duża. Ten materiał, jakim rozporządzamy, nie nadaje się do skrócenia służby.
Trzeci wzgląd – to właśnie przerost administracji, który sprawia, że wypuszczamy wielu ludzi, którzy właściwie przeszli przez wyszkolenie krótsze, niż przepisowy czas służby. Służba bowiem w istocie trwa u nas krócej, bo ze względów oszczędnościowych skracamy ją, gdy tylko można, pod różnymi pozorami, aby nie być zmuszonymi żywic żołnierzy. Robimy więc oszczędności, do czego w swym czasie zmuszał p. MICHALSKI, na co skarżył się minister Kazimierz SOSNKOWSKI, gdy byłem jeszcze Naczelnikiem Państwa. To samo jednak i ja niekiedy stosować muszę. Służba więc efektywnie jest dość znacznie skrócona. Szukam jednak wyjścia z sytuacji i może przyjdę z odpowiednim projektem. Mamy, mianowicie, różne części wojska, które wymagają rożnego czasu dla wyszkolenia. Jazda, konna artyleria, wojska łączności, pewne części broni technicznej, lotnicy – to są różne rodzaje broni, które wymagają jedne dłuższego, inne krótszego czasu służby.
A cóż dopiero mówić o większości wojska, o piechocie, której praca ćwiczeniowa staje się coraz bardziej skomplikowana, tzn. że coraz trudniej być dobrym piechurem, a mimo to ciągle i w wojsku, i w pojęciu panów liczymy się tylko ze stanem sprzed 1914 r., kiedy to broń główna nie była tak skomplikowana i kiedy wszystkie oszczędności robiono na jej skórze. Trzeba się jednak zastanowić, czy można robić oszczędności kosztem piechoty, która dziś używa kilu rodzajów broni i wymaga wyćwiczenia w używaniu tych broni osobno i w kombinacjach rozmaitych. Trzeba się nad tym zastanowić, gdyż toby dało pewne oszczędności i z drugiej strony dałoby zadowolenie, że pewna część ludzi mogłaby służyć znacznie krócej.
Ale w takim razie stanęlibyśmy w zupełnej sprzeczności z zasadą powszechności służby wojskowej; jeden służyłby dwa i pół lata, a drugi tylko pół roku. Ze stanowiska techniki wojskowej to wystarczy, ale nie wiem, czy wystarczy dla zasady komukolwiek. O tym nieraz myślałem, gdy rozmyślałem o sposobach skrócenia służby wojskowej i zmniejszenia ciężaru, który powstaje przy pewnym kontyngencie i przy pewnej organizacji armii.
Drugą zaś ważna dla skrócenia służby sprawą jest kwestia ludzkich zdolności pedagogicznych. Żądać od oficera, żeby był dobrym dowódcą, a równocześnie zdolnym pedagogiem, to jest rzecz trudna i obawiam się, że gdy zwiększymy nacisk w kierunku szybkiego nauczania żołnierzy, staniemy wnet przed kryzysem, przed którym stanęły wszystkie armie, przed kryzysem jak gdyby konieczności podziału korpusu oficerów na dwie kategorie, tych cop uczą i tych od reszty służby. A każdy z panów był w szkołach i wie, że zdolnych pedagogów jest mało. Ja sam, który miałem do czynienia niegdyś z bardzo niezdolnymi pedagogami, śmiem twierdzić, że zdolność pedagogiczna jest słabo rozsiana po świecie. Ten kryzys w pedagogice wojskowej jest jednym z ciężkich problematów, bo przeważna część oficerów nie jest przygotowana do szybkiego przeszkolenia większej ilości materiału ludzkiego.
Ja to wiem po sobie, bo sam jestem też złym pedagogiem, i ile razy musiałem uczyć, tyle razy byłem wściekły i robiłem przykrości tym, których uczyłem. Dodajmy jeszcze jedno – że również ten materiał oficerski musi być przez dłuższe ćwiczenie przygotowywany, nim zacznie pracować tak szybko, jak sobie życzą panowie, wołający o skrócenie czasu służby wojskowej.
To są moje zastrzeżenia i ten projekt, z którym może wystąpię i nad którym radzę zawczasu się zastanowić, będzie szedł w kierunku technicznym, to znaczy w kierunku skrócenia służby wojskowej tylko dla pewnej części wojska, ale czy to zadowoli żądanie powszechności służby wojskowej, to jest kwestia, którą panowie będziecie musieli wziąć na siebie.
Mówiono o przysposobieniu wojskowym. Naturalnie, że daje ono dużo, bo uwalnia od szkoły rekruckiej, ale też tylko tyle, bo nie jesteśmy pod względem urządzeń przygotowani na to, żeby dać coś więcej. Wszelkie próby, żeby pójść tą drogą dalej, spotkałyby się z wydatkami tak znacznymi, że wyniosłoby to znacznie więcej, niż panowie chcecie uchwalić w budżecie. Bo jeśli sądzicie, że ideał szwajcarski nie kosztuje, to się grubo mylicie – kosztuje on znacznie drożej, niż przeciętny wydatek na żołnierza gdzie indziej, ponieważ wtedy istnieje mus trzymania całego mnóstwa instruktorów, rozsianych wszędzie, mus trzymania materiału dla kształcenia po magazynach i magazynikach, tak, że nie wiem, czy panowie odważylibyście się na taki system, na który ja zaraz zażądałbym miliard, aby go wprowadzić w ciągu dobrych kilkunastu lat. Przysposobienie wojskowe jest bardzo pożądane, u nas jest ono oparte dotąd na pracy ochotniczej. Ja zresztą staram się rozszerzyć te próby znacznie dalej ze względu na to, że otrzymuje się materiał przeszkolony w początkowych rzeczach, ale poza tym niewiele z tego korzyści.
Wreszcie jedna rzecz – usuniecie pośrednictwa przy dostawach. Opuszczam ręce, mówię to szczerze. Dziwię się, że panowie tego wymagacie od wojska, kiedy sami macie z tym ciągle do czynienia i tego zrobić nie możecie. Przecież my jesteśmy państwem „pasków”, gdzie pośrednik ma ogromne dochody. Jest to zorganizowana praca i u nas jest ona prawem dla każdego. Boję się, że wojsko nie jest w stanie wyprzedzić pod tym względem wszystkich panów osobiście. Jeżeli panowie mówią o małorolnych albo o włościanach, jak wojsko do nich trafi ?
Każdy pułk musiałby mieć swych agentów, którzy by to zbierali. Nie wiem, czy producenci są do tego przyzwyczajeni, czy wojsko da sobie radę z takim procederem. Jeżeli gdziekolwiek takie próby były czynione, ciekaw byłbym takich prób … Być może przed wojną. Nie chciałbym zanadto powoływać się na te próby, dlatego, że zazwyczaj przy bliższym zbadaniu okazują się one zawodnymi. Byłbym bardzo zadowolony, gdyby się to udało, ale bez wypróbowania twierdzić nie można, że to łatwo da się zrobić, że prostym rozkazem da się załatwić.
Streszczam się – najważniejsze wady w naszym wojsku, to miesięczne budżety. Ja to odziedziczyłem, a z zarządzenia rządu mamy tera przynajmniej to, że wydatki miesięczne są już na kilka miesięcy jednakowe. Daje to znaczną poprawę.
Druga rzecz – to przeciążenie wojska żywiołami administracyjnymi. Z tym walczę. Liczę na to, że przy usilnych staraniach moich i mych podwładnych zdołam zwalić ciężar na ministerstwo skarbu, przez pozbycie się oficerów tzw. administracyjnych, dla których nie znajduje się pracy w wojsku.
Trzecia rzecz – co do służby wojskowej, może wystąpię z projektem skrócenia tej służby w sposób zróżniczkowany, przecząc w ten sposób zasadzie powszechnej służby wojskowej, gdyż dotąd wydawało mi się to jedynym sposobem, który prowadzi do skrócenia służby przynajmniej dla części wojska.
Czwarta rzecz – to rezerwy zaopatrzenia. Mam swoje duże wątpliwości wobec tego, że dotąd najzupełniej się nie udaje. A chcę większy nacisk położyć na uzbrojenie.


Proponuję posty o podobnej tematyce:
WOJSKO
Ponadto polecam korzystanie ze stale uzupełnianych indeksów:
ALFABETYCZNY INDEKS OSOBOWY
MIEJSCOWOŚCI – UKŁAD WOJEWÓDZKI
ALFABETYCZNY INDEKS MIEJSCOWOŚCI
INDEKS PAŃSTW
KALENDARIUM
INDEKS RZECZOWY
jerzy@milek.eu.org


Aleksander ZWIERZYŃSKI w imieniu Endecji wzywa do zlikwidowania białoruskiej HROMADY

WNIOSEK
posłów Klubu Związku Ludowo – Narodowego w sprawie organizacji i działalności „Białoruskiej włościańsko – robotniczej HROMADY”. (2550)

WYSOKI SEJM UCHWALIĆ RACZY:
Sejm wzywa Rząd do niezwłocznego zlikwidowania Białoruskiej włościańsko – robotniczej HROMADY i przeciwdziałania skutkom jej występnej działalności.

Warszawa, dnia 13 listopada 1926 r.

Wnioskodawcy:
Aleksander ZWIERZYŃSKI, ROWICKI, MATUS, ZAGAJEWSKI, KUBIK, MATLOSZ, RYMAR, SOBOLAK, STRUSS, JASIUKOWICZ, BIEŃKOWSKI, MARYLSKI, DREWNOWSKI, MARKOWICZ, KACZMAREK, GOŹDZIK, HOLDER-EGGEROWA, TOMCZAK, MANACZYŃSKI, PRÓSZYŃSKI, ZAMORSKI, RAB, SOŁTYK, ILSKI, KORNECKI, SOBIECH, Irena PUZYNIANKA, Seweryn CZETWERTYŃSKI, KALENKIEWICZ, Gabriela BALICKA, ŚWIECKI, MIERZEJEWSKI, ŻEBROWSKI, ARCICHOWSKI, Adam CHĘTNIK, Władysław LIPPOMAN, ZAŁUSKA, GŁĄBIŃSKI.

 
Proponuję posty o podobnej tematyce:
MNIEJSZOŚCI NARODOWE I WYZNANIOWE
Ponadto polecam korzystanie ze stale uzupełnianych indeksów:
ALFABETYCZNY INDEKS OSOBOWY
MIEJSCOWOŚCI – UKŁAD WOJEWÓDZKI
ALFABETYCZNY INDEKS MIEJSCOWOŚCI
INDEKS PAŃSTW
KALENDARIUM
INDEKS RZECZOWY

Konkurs na projekt Świątyni Opatrzności Bożej

Poniedziałek 26 sierpnia

Jeden z projektów przedwojennych


      Zgodnie z ustawą z dnia 17 marca 1921 r., a w wykonaniu ślubu, uczynionego przez Sejm Czteroletni – Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ogłasza konkurs na szkicowy projekt świątyni pod wezwaniem „Opatrzności Bożej” w Warszawie.
      Świątynia ta, która będzie wzniesiona kosztem Państwa i dobrowolnych ofiar publicznych, ma być pomnikiem dziękczynnym narodu za odzyskanie Niepodległości i spełniać rolę reprezentacyjną o charakterze państwowym. Przy świątyni będą umieszczone grobowce dla zmarłych zasłużonych – katolików, a przez to stać się świątynia winna również świątynią narodową, pomnikiem zasłużonych, uznanych przez Sejm Rzeczypospolitej.
      Świątynia będzie wzniesiona w nowej dzielnicy Warszawy – na polu Mokotowskim.

     W konkursie mogą uczestniczyć jedynie obywatele Rzeczypospolitej Polskiej. Za najlepsze prace przyznane będą 3 nagrody w ogólnej sumie 60.000 złotych, które bezwzględnie zostaną wypłacone. Podziału nagród dokona Sąd Konkursowy. Prócz tego na ewentualne zakupy przeznacza się sumę 20.000 zł.

Prace nagrodzone staną się własnością ogłaszającego konkurs.
Termin składania prac konkursowych upływa z dniem 31 marca 1930 r. Termin ten nie będzie przesunięty.

Sąd Konkursowy stanowią:
  1. Przedstawiciel Sejmu: Wicemarszałek Seweryn książę CZETWERTYŃSKI, i jako zastępca wicemarszałek Jan DĄBSKI,
  2. Przedstawiciel Episkopatu: J. Em. Kardynał dr August HLOND, Prymas Polski i jako zastępca: Ks. Arcybiskup Krakowski Adam SAPIEHA,
  3. J. Em. Kardynał Aleksander KAKOWSKI, Arcybiskup Metropolita Warszawski,
  4. Delegaci Rządu: Przedstawiciel Ministerstwa Robót Publicznych, inż. Jan Tomasz KUDELSKI, naczelnik wydziału i jako zastępca inż. architekt Aleksander RANIECKI, radca ministerialny,
  5. Przedstawiciel Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego – Wojciech JASTRZĘBOWSKI, Dyrektor Departamentu Sztuki i jako jego zastępca: inż. arch. Jarosław WOJCIECHOWSKI, naczelnik wydziału,
  6. Prezydent miasta st. Warszawy: inż. Zygmunt SŁOMIŃSKI i jego zastępca inż. Kazimierz TYSZKA,
  7. Przedstawiciel Prezydium Rady Miejskiej m. st. Warszawy – inż. Józef ZADORA-SZWEJCER,
  8. Edward NORWERTH;
  9. Prof. Rudolf ŚWIERCZYŃSKI, i jako zastępcy: Lech NIEMOJEWSKI, prof. Tadeusz TOŁWIŃSKI.

Razem 11 członków Sądu Konkursowego i 7 zastępców.

Wszystkie wiadomości, tyczące się niniejszego konkursu i jego wynik z protokołami Sądu Konkursowego będą ogłaszane w czasopiśmie „Architektura i Budownictwo” w Warszawie i „Architekt” w Krakowie, wszelkie zaś zawiadomienia będą ogłaszane w prasie codziennej.
Program i warunki konkursu można otrzymać w Kancelarii Sejmu i wszystkich zrzeszeniach architektów, którym programy te będą przesłane w ilościach odpowiednich.


 
Proponuję posty o podobnej tematyce:
KOŚCIÓŁ KATOLICKI
INWESTYCJE
Ponadto polecam korzystanie ze stale uzupełnianych indeksów:
ALFABETYCZNY INDEKS OSOBOWY
ALFABETYCZNY INDEKS MIEJSCOWOŚCI
MIEJSCOWOŚCI – UKŁAD WOJEWÓDZKI
INDEKS PAŃSTW
KALENDARIUM

53 Posiedzenie Sejmu - Adam Krzyżanowski cz. pierwsza

26 LUTEGO 1929 = 53 Posiedzenie Sejmu

Prof. Adam Krzyżanowski
Przed Posłem Krzyżanowskim przemawiał Wiceminister Skarbu Tadeusz Grodyński: MOWA



 
Poseł Adam Krzyżanowski (BBWR)

      Żyjemy w epoce debaty konstytucyjnej. Mój szanowny przedmówca wicemarszałek i prezes Wyzwolenia zgłosił wniosek o pociągniecie pana Ministra Skarbu do tzw. odpowiedzialności konstytucyjnej. Nie zgłosił on wniosku o pociągniecie do odpowiedzialności politycznej, jemu przecież nie o politykę chodziło, Broń Boże, chodzi tylko o praworządność , o Konstytucję, nawet o finanse mu nie chodzi, bo pan poseł przecież głosował za budżetem, nie zgłasza wotum nieufności, które jest pociągnięciem do odpowiedzialności politycznej, ale ogranicza się do odpowiedzialności konstytucyjnej, jest zdania, że Sejm powinien zaskarżyć ministra skarbu przed trybunał stanu i prosi o przekazanie tego wniosku do komisji.
      Szanowni Panowie ! Moi przyjaciele polityczni i ja nie mamy żadnych obaw (Poseł Stanisław Stroński – Związek Ludowo-Narodowy: Pan już nie ma przyjaciół politycznych), niestety Pana przyjaźń straciłem. (Oklaski na ławach BBWR). Moi przyjaciele polityczni zatem, którzy mi jeszcze zostali i ja, nie obawiamy się rozpraw w komisji, przeciwnie, jesteśmy przekonani, że te rozprawy wykażą całą nicość i bezpodstawność zarzutów tutaj podniesionych. (Oklaski na ławach BBWR). Mimo to proszę Panów, stawiamy wniosek o przejście do porządku dziennego. (Głosy na lewicy: Oooooo). Tak, stawiam wniosek o przejście do porządku dziennego, bo jesteśmy przekonani, że samo odesłanie do komisji wyrządzi Państwu znaczne szkody. (Poseł Zygmunt Żuławski (PPS): Największą szkodą Państwu wyrządził Rząd przez tego rodzaju postępowanie).
      Wniosek o odesłanie do komisji wyrządziłby Państwu znaczną szkodę, dlatego, że niewątpliwie nie oddziała korzystnie na kredyt Państwa. Słyszeli tu panowie, jakoby lekkomyślnie roztrwoniono 550 milionów. Czy tego rodzaju słowa, wypowiedziane w Sejmie, mogą wzmocnić nasz kredyt ?Jeżeli się zatwierdzi … (Poseł Jan Woźnicki (PSL Wyzwolenie): To niepoważne, panie profesorze, ja nie powiedziałem, że lekkomyślnie, a jeżeli powiedziałem, to w tej chwili cofam, ale tak nie powiedziałem). Dziękuję, jeżeli pan w ten sposób wyjaśnia, to ten zarzut odpada. (Wrzawa na ławach BBWR).
      Pan poseł w tej chwili oświadcza, że o ile powiedział, to cofa – to mi najzupełniej wystarcza, ale co sobie pomyślą ludzie, którzy te dyskusję czytają, którzy o niej słyszą ? Oni będą tego zdania, że Rząd trwoni pieniądze państwa, a to na pewno nie podniesie kredytu Państwa.
      Powiedział Pan Woźnicki, że jego zdaniem wiosek jego wzmacnia pozycję Ministra Skarbu. Ja bym sobie tego życzył, ale niestety jestem innego zdania. Proszę panów, pan Minister Skarbu prowadzi przecież w tej chwili rokowania o lokaty naszych papierów zagranicą, reprezentuje przedłożenia podatkowe wobec Sejmu. Jeżeli by ten wniosek przeszedł do komisji, to jego stanowisko będzie bardzo osłabione. I dlatego nie możemy się przychylić do tego, aby wniosek był odesłany do komisji, tylko będziemy głosowali za przejściem do porządku dziennego. (Oklaski na ławach BBWR).
      Będziemy tak głosowali, gdyż jesteśmy przekonani, że wniosek jest bezzasadny. Wniosek ten jest szkodliwy z przyczyn, które wymieniłem. Wniosek ten, mimo to, że nie jest pociągnięciem do politycznej odpowiedzialności, ma przecież swą stronę polityczną, która pociąga za sobą skutki, naszym zdaniem, ujemne.
      A wreszcie pozostaje problem prawny. Można powiedzieć „pereat mundus fiat justitia”, można powiedzieć, że wniosek jest szkodliwy, ale prawda i praworządność przede wszystkim. Moi panowie, ja nie jestem tego zdania, ażeby ta mądrość narodu, wyrażona w tym łacińskim adagium (maksymą), była prawdziwa; sądzę, że sprawiedliwość dobrze pojęta nie może być szkodliwa. Ale gdybyśmy nawet przypuścili, że jest inaczej, to to w tej chwili w grę nie wchodzi, bo także i z prawnego punktu widzenia uważamy wniosek za bezzasadny.
      Pozwolę sobie to bliżej objaśnić. Na początku muszę stwierdzić, że jeśli chodzi o praworządność, to jesteśmy zgodni. Moi przyjaciele polityczni i ja dbają o to, by Państwo rozwijało się w kierunku praworządności (Wesołość na lewicy). Zaraz przytoczę argumenty. (Głos na lewicy: To bardzo widoczne, ta praworządność).
      Praworządność w gospodarce finansowej jest znacznie utrudniona tym, że nasze prawo budżetowe jest fragmentaryczne. Właściwie na nasze prawo budżetowe składają się tylko krótkie, niekompletne urywki, zawarte w ustawach skarbowych, natomiast prawa budżetowego pełnego nie mamy i dlatego pan poseł Polakiewicz zgłosił swego czasu na komisji budżetowej rezolucję do Rządu, proponując, aby Rząd z projektem prawa budżetowego wystąpił, bo wówczas tego rodzaju dyskusje i nieporozumienia, bo moim zdaniem chodzi tu tylko o nieporozumienie, tego rodzaju dyskusje nie miałyby miejsca. Jednak przedłożenie projektu prawa budżetowego jest rzeczą trudną i skomplikowaną. Chodzi tu o kodeks, który miałby kilkaset paragrafów i nie prędko do niego dojdziemy. Sądzę jednak, że możemy, nie czekając na uchwalenie prawa budżetowego, to nasze prawo udoskonalić przez zreformowanie ustawy skarbowej i tą drogą właśnie Sejm poszedł w ustawie skarbowej, która ma obowiązywać od 1 kwietnia. W tym projekcie prawa Sejmu są znacznie rozszerzone za zgodą klubu naszego i za zgodą Rządu. Tam te pojęcia przekroczeń i kredytów dodatkowych są sprecyzowane. Jeżeli ta ustawa zostanie uchwalona, to oczywista rzecz, że stan rzeczy będzie jaśniejszy i ściślejszy i nie będzie pola do nieporozumień. Niestety obecnie ta ustawa jeszcze nie obowiązuje.
      Więc podkreślam, że Rząd i my, chętnie zgodzimy się na rozszerzenie praw Sejmu, w tej ustawie zawarte. Zarzuty Panów są natury formalnej i materialnej. Kwestionujecie panowie praworządność, to znaczy twierdzicie, że Rząd naruszył ustawę, a zarazem kwestionujecie materialną gospodarkę skarbu.
      Na początku chciałbym z naciskiem zaznaczyć, że gospodarka formalna i materialna – to są rzeczy różne, które może na stałe nie mogą być różne, ale chwilowo mogą. Chciałbym stwierdzić, że uchwalenie kredytów dodatkowych na czas unikania przekroczeń wcale nie gwarantuje i nie chroni nas przed deficytem, przed spadkiem waluty, który przecież jest najgorszą niepraworządnością. Są wypadki, o których tu mówiono – panowie się łatwo domyślą – że dawna gospodarka, przypuśćmy ze nawet była prawnie formalna, była materialnie jak najgorsza. Możliwy jest także odwrotny wypadek, w którym są przekroczenia, ale skarb kwitnie i rezerwy kasowe rosną, bo przekroczenia w dochodach są większe niż w wydatkach. A zatem gospodarka formalna i materialna mogą być i były rozbieżne.
      Proszę panów, specjalnie mi chodzi o stosunek przekroczeń do kredytów dodatkowych i tu chciałbym kilka słów dodać.
      Trzeba ściśle rozróżniać między przekroczeniami i kredytami dodatkowymi (Poseł Karol Polakiewicz (BBWR): Słusznie).Pozwolę sobie wyjaśnić to na przykładzie po części fikcyjnym. Przypuśćmy, że Państwowy Instytut Meteorologiczny PIM przepowiada wielkie mrozy i śnieżyce. Rząd wierzy w te przepowiednie, działa gorliwie i pospiesznie i zawczasu Rada Ministrów przyznaje Ministrowi Komunikacji kredyt dodatkowy. Tymczasem okazuje się, że PIM się pomylił (Głos na lewicy: Jak zwykle).
      Wobec tego Minister Komunikacji nie wyzyskał całego kredytu dodatkowego. Jest kredyt dodatkowy, figurujący w spisie kredytów dodatkowych, ale żadnego przekroczenia nie ma. Natomiast przypuśćmy, że PIM tak dalece się pomylił, że nastąpiła gwałtowna odwilż, wskutek tego rzeki wylały i tu następuje przekroczenie w budżecie Ministra Komunikacji. Rada Ministrów nie może się zebrać, bo wielu ministrów ma grypę i dochodzi do przekroczenia bez kredytu dodatkowego. (Wesołość. Głosy na lewicy: Z ta grypą to się wygadał Pan profesor). Otóż jest możliwa rozbieżność i ten wypadek właśnie zaszedł w omawianym tutaj budżecie z roku 1924, mianowicie były kredyty dodatkowe, a mimo to było przekroczenie budżetu, które do dziś nie jest zalegalizowane.
      A zatem uchwalenie kredytów dodatkowych nie jest ostateczną legalizacją rachunków. Teraz Panowie możecie, jeśli chcecie, tę legalizację sprzed 5 lat przeprowadzić. Mamy przed sobą zamknięcia rachunkowe i NIK przysłała elaborat, swoje uwagi o budżecie za rok 1924, w których stwierdza, że przekroczenie 64 milionów zaszło. Sejm może zechce się tą sprawą zająć, ale zdaje mi się, że z tej mąki chleba nie może być i może zgodnie z przysłowiem francuskim, które mówi, że nikt nie dba o zeszłoroczne śniegi, może taką legalizacją za rok 1924 Sejm nie będzie chciał się zająć, ale ma do tego sposobność. Kredyt dodatkowy nie załatwił sprawy, pomimo to przekroczenia wynikły i zachodzi potrzeba ostatecznej legalizacji.
      Wysoki Sejmie ! Chciałbym obecnie przejść do tych przekroczeń, a mianowicie chciałbym zająć się tematem poruszonym przez Wicemarszałka, kiedy i kto te przekroczenia ujawnił, boć to dla osądzenia całej sprawy jest nadzwyczaj ważne. Przepraszam, że będę tutaj sam sobie cytował, ale to nie jest moja wina. Czytam tu we wstępie do wniosku pana wicemarszałka – mam przed sobą ten akt oskarżenia – i czytam tak: W toku uchwalania ustawy skarbowej na rok 1929/30, to znaczy 3 miesiące temu, wyszło na jaw … może być, że komuś to wówczas zostało ujawnione, komu, to jest rzeczą pana Marszałka. Jedno stwierdzam, że mnie to wówczas nie zostało ujawnione, ujawnione mi było daleko dawniej i to przez Pana Ministra Skarbu. Pan Minister ujawnił to drukiem, a nie w poufnej rozmowie, bo Pan Minister jest tak lekkomyślnym człowiekiem, że gdy budżet przekroczy, to w 20 dni po miesięcznym zamknięciu ogłasza to w „Wiadomościach Statystycznych”. Zamknięcia rachunkowe są robione około 6 – 8 następnego miesiąca, a od 20 są drukowane. (Głos: I zagranica już wie). Zagranica wie, że zapasy kasowe rosną, bo zagranica głównie interesuje się zapasami kasowymi i wie, że dawniej nie rosły. (Przerywania). Może panowie chwilkę pozwolą – powiem, kto to ujawnił. Panowie mnie wyrządziliście ten zaszczyt, że wybraliście mnie generalnym referentem budżetu. To było pod koniec marca, będzie wnet rok temu. (Głos na ławach Wyzwolenia: Będziemy obchodzili rocznicę).
      Wówczas uważałem za pierwszy swój obowiązek powiadomić Wysoką Izbę o przekroczeniach. Oto jest ich wykaz, ogłoszony 30 marca drukiem, to jest wykaz na 480 milionów, jest niższy od kwoty obecnie debatowanej o 50 milionów, dlatego że potem doszły wydatki na rok poprzedni z kwietnia, więc prawie całą kwotę podałem panom do wiadomości. Na tej podstawie uchwaliliście panowie budżet inwestycyjny, bo powiedziałem, że był przekroczony o kwotę około 500 milionów, ale że przekroczenie w dochodach było na kwotę 700 milionów, że zapasy kasowe wzrosły o 200 milionów i na tej zasadzie przeznaczyliście panowie z tych 200 milionów – 100 na nadzwyczajne inwestycje. (Oklaski na ławach BBWR. Głosy: Słuchajcie. Poseł Woźnicki: Ustawa była uchwalona, miał prawo minister ? Poseł Polakiewicz: Ale wy przyjęliście do wiadomości).
      Jeżeli chodzi o ujawnienie, to Rząd ogłosił sprawozdanie z roku kalendarzowego 1927, obejmujące 9 miesięcy roku budżetowego, dającego panom temat do tych wymownych oskarżeń. Ogłoszono te materiały, to sprawozdanie, w którym podało się na co ta kwota 550 milionów poszła, naturalnie w tangencie za 9 miesięcy, i podało się – dlaczego te przekroczenia były zrobione. Przekroczenia te zatem przede wszystkim zostały ujawnione przez Rząd i Rząd nigdy niczego pod korcem nie chował i obecne nasze rachunki są jawne i wszystkim dostępne, są ogłaszane drukiem i o przekroczeniach bardzo łatwo się dowiedzieć. Będę nawet mówił o przekroczeniach tegorocznych na podstawie druków ministerstwa. Tyle o jawności tych przekroczeń.
      A teraz krótko wymienię te grzechy Rządu, za które Panowie go pociągają do odpowiedzialności – te 550 milionów. Rząd, Premier Bartel na komisji budżetowej podawał te kwoty w listopadzie. (Głos: Ustawa). Do ustawy przejdę, panie kolego.
Co do grzechów Rządu, to one obejmują 150 milionów wydatków personalnych. Rząd zgrzeszył. Rząd w 1927 roku podniósł pobory urzędników, nie nakładając nowych podatków (Poseł Janusz Franciszek Radziwiłł BBWR: Słuchajcie) i to jest jego pierwszy grzech. Rząd na emerytury wydał o 20 milionów więcej, wydał więcej na inwalidów o 41 milionów – globalnie ta cyfra wynosi 150 milionów. (Głos: Trzeba było do Sejmu przyjść po to). Słusznie, ja do tego przejdę. (Głos: Panowie uważają, że jak u siebie na folwarku). Są bardzo znaczne przekroczenia, wywołane pożyczką stabilizacyjną. Rządowi udało się stabilizować naszą walutę, udało mu się przeprowadzić powrót do waluty złotej, zachwianej w roku 1925 i z tego powodu wydał 33 miliony. To jest dalszy grzech Rządu. Może do grzechów panowie zaliczą – wątpię żeby wydatek na Gdynię 9 milionów, półtora na flotę handlową – ale do grzechów prawdopodobnie zaliczą Panowie wydatki wojskowe, bo te po tej stronie izby zwykle są kwestionowane. (Głos: A na wybory ile ?) W tej sprawie także jest przecież dochodzenie w osobnej komisji. To także jest ogłoszone. Wybraliście Panowie osobną komisję. Ja nie należę do tej komisji i nie wiem co się z tymi nadużyciami wyborczymi w tej komisji stało. Ale Panowie znacie te przekroczenia, bo je tutaj cytujecie. Wydatki wojskowe wyniosły istotnie około 150 milionów. To jest ogromna kwota, a mianowicie uzupełniono nasz MOB, rezerwy mobilizacyjne kwotą 93 milionów, wydano 72 milionów więcej na zaopatrzenie armii z powodu zwyżki cen żyta. (Poseł Polakiewicz: P. Marian Kościałkowski już o tym mówił). W sprawozdaniu Posła Kościałkowskiego jest zapowiedziane, że te przekroczenia będą i komisja przecież to uchwaliła.
      Przytoczę jeszcze jedno – na nowy Chorzów pod Tarnopolem wydano 13 milionów. Jest to jedna bardzo duża pozycja, a zdaje mi się, że ta pozycja jest mile widziana w tym kącie Izby – 75 milionów na Bank Rolny. Etaty nauczycielskie wzrosły o 500 osób. Na odbudowę wydano więcej o 11,5 miliona, z 31 milionów przekroczonych wydatków na roboty publiczne.
      W ten sposób mniej więcej ważniejsze grzechy Rządu wyczerpałem. (Poseł Woźnicki przerywa). Ale Panie Marszałku były pewne dochody z tytułu pożyczki, to nie jest wydatek netto. To jest przekroczenie wydatku, ale to nie jest koszt netto pożyczki.
      Teraz przejdę do tego, że Panowie w ogóle kwestionujecie przekroczenia. Powiedziane jest w akcie oskarżenia, że w ogóle nie wolno dokonywać przekroczeń i powołują się Panowie na tekst ustawy. Mianowice Panowie w swoim wniosku powiadacie tak: Rząd popełnił dwa nadużycia; jedno, że przekroczył, aczkolwiek w ogóle przekroczenia są niedopuszczalne, a drugim zarzutem jest, że nie przedłożył kredytów dodatkowych. Otóż biorę Dziennik Ustaw z 1927 r. i proszę Panów istotnie w art. 5 jest napisane: „Wszystkie wydatki państwowe mogą być uskuteczniane tylko na cele, wymienione w rubrykach budżetu i w granicach kredytów”. Tak jest powiedziane zupełnie jasno. (Głos: O to chodzi). Właśnie dochodzę do tego. Na tej zasadzie mówicie: Rząd przekroczył to jest obojętne czy przekroczył o 550 milionów, czy o jeden grosz (P. Woźnicki: To nie jest obojętne) to prawnie nie zmienia postaci rzeczy.
      Niestety my prawnicy już mamy taką mentalność, że kwestie, które nie prawnikom wydają się proste, nam przedstawiają się nieco bardziej skomplikowanie. (Wesołość na lewicy. Poseł Woźnicki: Dziś jestem zadowolony, że nie jestem prawnikiem.) Ale dlatego, że to nasze pojmowanie jest daleko bliższe życia, ono uwzględnia realność życia w granicach prawa. (Różne głosy na lewicy.)
      Art. 5 to jest zasada ogólna tzw. lex generalis i od tej zasady jest cała masa wyjątków nie wymienionych w ustawie skarbowej i wyjątków w tej ustawie skarbowej wymienionych. (Głos na ławach Stronnictwa Chłopskiego: Rządzi się dzisiaj drogą wyjątków). Proszę Panów, to nie tylko my. Pamiętajcie Panowie, że przecież istnieją wydatki państwowe z podatków nie wciąganych w budżet, istnieją ustawy, których panowie dotąd nie znieśliście, że pewne fundusze, jak np. fundusz kwaterunkowy wojskowy, fundusz na rozbudowę miast i te pewne fundusze dotowane są osobnymi podatkami nieuwidocznionymi w budżecie i uskutecznia się z tego wydatki państwowe na zasadzie tych ustaw, a nie na zasadzie budżetu. Macie tu Panowie pierwszy przykład całkiem legalnego uskuteczniania wydatków budżetem nieobjętych.
      W dalszym ciągu jest powiedziane wyraźnie w art. 5, że ta zasada nie obowiązuje co do art. 4, kiedy chodzi o odbudowę kraju, to w granicach dochodów z daniny lasowej, wolno uskuteczniać wydatki nieobjęte budżetem. W art. 7 jest także przewidziany wyjątek od tych zasad. Są i inne. Nie będę cytował dalszych wyjątków, a zatem jeszcze raz: jeżeli się powiada, że nie może być przekroczeń, to naturalnie o tyle, o ile nie ma ustawy specjalnej. A jedną z tych ustaw specjalnych jest art. 6, gdzie jest powiedziane, że można otwierać kredyty i poza budżetem. Więc gdyby nie było można robić żadnych przekroczeń dosłownie, to art. 6 nie byłoby. On przewiduje właśnie to, że te przekroczenia są. Z tego wynika, że art. 5 jest zasadą ogólną, od której są wyjątki.
      Przekroczenia były zawsze i wszędzie one są nieuniknione. Macie Panowie mrozy, muszą być pewne przekroczenia. Bądźmy zadowoleni, że możemy te przekroczenia pokryć z naszych wielkich zapasów kasowych, bez niebezpieczeństwa dla Skarbu. Przekroczenia zatem są, moim zdaniem, w zasadzie dopuszczalne, ale powinny być legalizowane, to jest teza Panów. Nie wiem zresztą jak Panowie to formułują, ale przynajmniej niektórzy są zdania: niech będą przekroczenia, ale trzeba kredytów dodatkowych. Macie Panowie zupełną rację. Nikt nigdy tej zasady nie kwestionował. Pozwolą Panowie, że znów powołam się na siebie, ale byłem referentem budżetu w roku zeszłym. W moim referacie budżetowym z 30 marca 1927 r. wykazałem wysokość przekroczeń i wydrukowałem czarno na białym, że Rząd ma zamiar przedłożyć kredyty dodatkowe. Poszedłem do Rządu i otrzymałem oświadczenie, że Rząd nosi się z zamiarem przedłożenia kredytów i to wydrukowałem. Pan poseł Seweryn Czetwertyński w parę tygodni później zgłosił podobny wniosek na komisji budżetowej. Niech mi będzie wolno stwierdzić, że podzielałem jego pogląd już o kilka tygodni wcześniej i pogląd ten podziela po dzień obecny Rząd. Rząd sam to kilkakrotnie oświadczał, że stoi na stanowisku przedkładania ustaw o kredytach dodatkowych, sankcjonujących to, co już przekroczono. (Głos: Stoi i z miejsca nie rusza.)
      Jest to zresztą zdanie NIK. Powiedział to prezes Stanisław Wróblewski, że uważa ustawę o kredytach dodatkowych za potrzebną. Problem jest tylko ten, kiedy to ma nastąpić. Jeżeli chodzi o ściśle prawniczy punkt widzenia, to nigdzie nie ma w ustawie terminu obowiązującego. (Głos: Na sądzie ostatecznym.) Nie, nie na sądzie ostatecznym, tylko razem z zamknięciami rachunkowymi. Otóż nie ma w tym kierunku żadnego przepisu. Jest przepis wyraźny, że trzeba przedłożyć kredyty dodatkowe. Nikt temu nie przeczy, ale termin nie jest określony. Ten termin, moim zdaniem, tak ważny nie jest dlatego, że te wydatki już zostały dokonane i dlatego nie ma terminu, bo chodzi o sankcjonowanie wydatków już uczynionych.
      Z tego już nic nie wynika realnego dla budżetu, bo wydatki zostały dokonane. Można pociągnąć Rząd do odpowiedzialności, ale to budżetu ani zamknięć nie zmieni.
Rząd stoi na stanowisku połączenia przedłożeń kredytowych z zamknięciami rachunkowymi. I tu wrócę do tego, co mówiłem, że legalizowanie kredytów nie jest legalizowaniem ostatecznym rachunków. Rząd chce Panom przedłożyć równocześnie kredyty dodatkowe i zamkniecie rachunkowe, aby zalegalizować definitywnie rachunki.

Część druga wystąpienia prof. Adama Krzyżanowskiego = TEKST


Proponuję posty o podobnej tematyce:
MINISTRA CZECHOWICZA SPRAWA
NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIA ROKU 1929
Ponadto polecam korzystanie ze stale uzupełnianych indeksów:
ALFABETYCZNY INDEKS OSOBOWY
ALFABETYCZNY INDEKS MIEJSCOWOŚCI
MIEJSCOWOŚCI – UKŁAD WOJEWÓDZKI
INDEKS PAŃSTW
KALENDARIUM